• Wpisów:33
  • Średnio co: 65 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 02:25
  • Licznik odwiedzin:48 930 / 2234 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie będę zaczynał o euro, bo to przeszłość.
Nie będę zaczynał o zajebistych drogach, bo rachunek za wymianę wahaczy, zachęca mnie do sprawdzenia skuteczności stoperanu.

To trochę jakby nagle nawiedził mnie pijacki spazm prostujący to, co zwykle po pijaku przypomina flaki po zamojsku.
Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie moment, kiedy przestanie mi się chcieć pierdolić.

Werbalnie.

Stąd moja 41 dniowa absencja.

Tak sobie ostatnio przypomniałem, że baby to chuje- jak to zwykł mawiać mój chyba najlepszy Ziomal.
No, nie wszystkie. Poza Tobą, albo Twoją matką. I babką. I jej matką. Babką...
Miałem jakiś fajnie szowinistyczny wątek, zasłyszany niedawno, do czego korespondował ten zawadiacki tytuł. Że niby olewa... Wiecie...

Ale...

Zapomniałem. Tak mi się nie chce.

A stojący rower...? Po dokręceniu piasty nawet nie chciało mi się zakładać tylnego koła. Zresztą po co, skoro nie ma powietrza w dętkach od wiosny...

Opalam się. Znowu w jebanym t-shircie, co sprawia, że na zimę znowu będę wyglądał jak małorolny chłopek. W sumie, to chyba żadna ujma. W zimie nosi się kurtki!

Ostatni wpis był totalnie popierdolony. Te niżej są też chujowe, ale ostatni to był Gracjan Roztocki polskiej poezji.

Swoją drogą, to ciekawe. Ja sobie tu siedzę i piszę, nawet nie patrząc w klawiaturę. Ani w monitor. Było by to trudne, będąc odwróconym i przysypiając...
Zgrywam się. Ja tylko pierdolę bez sensu.

A, gdybyście MUSIELI czytać podobne brednie rozochoconych grafomanów, co jakiś czas, przez kilka dni w tygodniu...?

Ale zanim dojdę do meritum, dotrzymam danego słowa i...

Ogłoszę zwycięzców konkursu- zagadki "znajdź 3 różnice" z poprzedniego wpisiku!
Wszyscy biorący udział w konkursie, proszeni są o polubienie mojego kanału na fejsbuczku.
No, chyba, że go nie znajdziecie...

Myślicie, że to właściwy powód braku chętnego na zwycięzcę...?

Konkurs nie był łatwy, to fakt, ale parę osób mnie ździebko rozczarowało.

Dlatego też chuj z konkursami.

Teraz będą REKORDY. Np. na najbardziej pojebany wpis. Mam okazję wygrać, więc miłej lektury.

Pamiętasz, jak pisałem o Madonnie i tym filmie, który... zresztą skopiuję, bo nie chcę mi się pisać:

"GUY RITCHIE, MADONNA I ICH FILMIK Z TARZAJĄCĄ SIĘ PIOSENKARKĄ, KTÓRĄ OBRACA CLIVE OWEN NA TYLNYM SIEDZENIU... W MERITUM LEŻY CAŁA MOKRA... "

No.

Tak więc Guy zaangażował Madonnę, Clive'a Owen'a i tylną kanapę czterystu konnej beemki m5 (e39)...
Działo się. Obejrzyj ten film, żeby połechtać źrenice dźwiękiem silnika pięknego, porywającego auta.
Niech Twe uszy zobaczą co tam się dzieje...

Czy muszę używać tych chwytów NLP, by Cię zainteresować filmikiem, do obejrzenia którego nie potrzeba certyfikatu FCE?
Pierdol, to co mówią- poczuj klimat.


To jedna z reklamówek kampanii dla BMW.
Pomyśl, że filmy tego reżysera są wcale nie mniej dynamiczne.
Musiał nakręcić dwa zajebiste filmy, aby tylnonapędowe dziady z BMW mogły mu powierzyć nakręcenie reklamówki.

Najpierw obejrzyj:

Przekręt (2000)

Moim zdaniem to najlepszy film Guya Ritchiego. Co prawda nie spotkałem się z jego słabym filmem (Rejs w nieznane uznajmy za konieczność przystopowania sukcesów- ja też tak robię... Od pięciu lat). Jednak ten to, porównując, dla jego kariery, niczym taka Arielle Dombasle dla drugiej serii Miami Vice z 1986.
Wszystkie inne tyłki na plaży w Miami Vice były spoko, ale to tyłek Arielle będzie Ci się śnił po nocach.


W ogóle ten cały odcinek był zajekurwapierdolisty.

Wracając do Przekrętu. Naprawdę obejrzyj. Warto.
Benicio del Toro nie grał w filmie 'Ciacho'.
Brad Pitt raczej też nie. Nie grał tam nawet Jason Statham. Ani cyganie (tutaj, przynajmniej nie chcą wróżyć).
Tak więc możesz mi śmiało zaufać- to bardzo dobry film.
Dowiesz się, po co warto hodować świnie, dlaczego nie warto kupować używanych przyczep kampingowych od cyganów, dlaczego nie warto palić ludzi, których polubili inni ludzie i dlaczego Brat Pitt rzygał.


O, Quentinie, czy Twój ojciec nie zostawił czegoś w Hatfield 45 lat temu...?


Potem obejrzyj:

Porachunki (1998)

Debiut Guya.
Mottem filmu mogłoby być: 'Jesteś dobry w karty? Chcesz zagrać z cwaniakami? Zabij ich- oszczędzisz kłopotów'.
A kłopoty, bohaterowie filmów ex-męża Madonny, ściągają jak gimnazjaliści niemieckie pornosy:

Dużo.
Szybko.
Do utraty tchu.
Mamo, to nie moje...

Zobaczysz Stinga w filmie.

Coś bym napisał więcej, ale niewiele osób dotrwało do tego momentu, to może znowu popierdolę trochę bez sensu...?

W następnym (przedostatnim) odcinku:

CO MAJĄ WSPÓLNEGO- WŁAŚCICIEL PSA- OBCIĄGACZA, TURYSTA- DZIENNIKARZ, 19-LETNI GEJ Z AUSTRII, ODRZUCONY ZARZĄDCA LUDU I FREDDIE MERCURY...?
  • awatar Gość: What kind of camera is that? That is definitely a really good premium quality. my website - http://onlinesmpt200.com
  • awatar so far away: Jak z jednej strony cudownie, a z drugiej wręcz dziwnie jest wspominać sobie stare dobre czasy i przeczytać znów Twój ostatni, lekko popieprzony wpis tutaj! Jak ja za Tobą Kosa kurwa tęsknię!
  • awatar luxperpetua: Tyłek Arielle? a ja myślalam, że ma ładne oczy, usta, włosy... chociaż... jak pisał Sztaudynger " Naj­le­piej to wi­dać na plaży, że ko­bieta nie ma twarzy" ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Szukałem dobrego filmu.
Miał proste zadanie- w niegłupi sposób odprawić kilka zbliżających się godzin w senny błogostan.

Najgorzej, kiedy zasypiasz i budzi Cię nagła cisza, albo piski idiotki, która uważa, że ryk a'la gitara Jimmiego Page'a uratuje ją przed staloostrzem, rozochoconym łańcuchem, aparycją Freddy'ego Kruger'a, albo gościem z mordą gościa z 'Krzyku' Muncha.
Swoją drogą, bardzo świeżym konceptem byłoby, gdyby taka kobieta nie wydawała z siebie żadnego dźwięku... Albo jedynie rzuciła pod nosem lakoniczne 'na Pakosińską':
- "kurwa, a ja taka nieumalowana...".

Ludzie z wiekiem głupieją. Nie wiem czy winić o to ich wiek, czy wiek epoki.
Zamiast, jak za dzieciaka, oglądać fajne filmy, zapychają się ambitnymi dziełami, które nie służa, a pogrążają jeszcze bardziej.
Potem chodzą takie smutne i niespełnione skurwidziady wpływając swoją chujnią na światy innym.
Zmądrzałem i odkryłem to niedawno.
Dość z ambitnym kinem skandynawskim na jakiś czas!

Wyobrażasz sobie jakiegoś wpływowego krytyka, mówiącego- "chuj- obejrzę, żeby się wyluzować, a potem naprawię kran w łazience i zrobię sobie miotacz ognia z dezodorantu"?!:


Racja... Krytycy pierdolą zabawy miotaczem ognia... Mogliby przecież powiedzieć- "chuj- obejrzę, żeby nabrać ochoty na zapach końskiego gówna, gdzieś w okolicy stadniny na wiosce, gdzie nie ma zasięgu, ani walających się puszek z napisem 'Carlsberg 2012':


Nie mam zupełnie nic do krytyków filmowych.
To całkiem fajna robota.

Żartowałem.

I tak trafiłem na ten film...

Wyobraź sobie- scenariusz Bergmana, w reżyserii Ritchiego.

Tylko, cholera, ten główny bohater jakoś odstaje od polotu wpierdalaczy bezy:




Połowa lat osiemdziesiątych...
Niezwykłe czasy.
Audi wprowadza na rynek setkę CS, która w nowatorskiej reklamówce przebija się przez tony kokainy zdobywając dzielnie skocznię:
Krytycy zachwycili się tym obrazem. Wyróżniono go w Cannes. Audi 100 cs to niezwykle udany model.

Dziewiętnaście lat później postanowiono 'odświeżyć' reklamówkę- w roli głównej wnuczka- A6:

I co się stało...? Zaczęły się teorie spiskowe- że widoczne w filmiku typu 'making of' liny asekuracyjne w istocie pociągają samochód i całe quattro to jedna wielka bujda na miarę kobiecości Dany International.
Potrzeba było ujawniać sposoby kręcenia, magia prysła w momencie, kiedy widziałem audiczkę skrępowaną linami, podnoszoną na dźwigu... Zauroczenie szlag trafił, kiedy nie wyszedł jej podjazd dwa razy.

Mam uwierzyć, że ludzie żyjący fejsbukowym lajkowaniem, odpalający na grobach nawiasowe świeczki, oglądający w kinie jedynie filmy w 3D są bardziej podejrzliwi od rodziców...?

Skoro jesteśmy przy podejrzliwości i latach '80...
Podejrzewam, że to najlepszy okres brylowania Chevy'ego Chase'a.
Wystarczy sprawdzić.
Lubiłem oglądać go w tv. Sprawiał zawsze takie samo wrażenie- gościa, który ma poczucie humoru.

Fletch to dobra komedia, która... pojawiła się w pewnym zestawieniu 'filmów dla faceta'.
Pomyślałem, że pewnie twarde kino...
Na szczęście jest to lekka komedia, ze schematem z lat 80' (śmieszne ciuchy, merol sl cabrio, trup, urocza blondyna z kręconymi włosami, muzyka Harolda Faltermeyera itp.).
Jest jednak w miarę życiowy. Gagi nie składają się jedynie w bum! i bang! Czasem to tylko trafne określenie sytuacji.
O raczkującej Geenie Davis nie wspomnę.
Co by nie mówić- jeśli lubisz 'Szpiegów takich jak my', polubisz Fletcha:


Na deser znajdź 3 różnice:



W następnym odcinku:

GUY RITCHIE, MADONNA I ICH FILMIK Z TARZAJĄCĄ SIĘ PIOSENKARKĄ, KTÓRĄ OBRACA CLIVE OWEN NA TYLNYM SIEDZENIU... W MERITUM LEŻY CAŁA MOKRA...
  • awatar so far away: haaa i kto się bardziej opierdala? tak apropo rozmowy na wydziale... u mnie- ostatni wpis 14dni temu, u Ciebie 15 co sobie życzysz specjalnego w komentarzu ode mnie ? ;>
  • awatar smarująca z dżemorem: a widziałeś chase'a w komedii świątecznej? (witaj święty mikołaju)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czasem odbywamy walkę. Różne bywają- te najbardziej bolesne- z sobą samym, wkurwiają zaiste najmocniej. Powodem braku efektu- żadnych urazów, a ból nie do zniesienia.
Ile razy myślisz sobie: "kurwa, jak będzie jutro, skoro dzisiaj, wczoraj, przedwczoraj... było źle...?" (?)

Różnie mówią- zrelaksuj się:

- napierdol
- pobiegaj
- poczytaj
- porzygaj
- pooglądaj
- pogadaj z psem
- wynieś kuwetę kota
- nakarm w końcu ości w akwarium
- poproś dziecko o poradę w sprawie sexu
- pomyśl o wiośnie
- nie myśl o jesieni
- znajdź żonę
- patrz 90 minut na atrakcyjne nogi koleżanki obok w kinie
- zamów piękne kolczyki po 4,5 za przesyłkę
- rzuć palenie
- zapal ostatniego
- i... jeszcze jednego
- uratuj świat
- nie smutaj

Żyjesz w kredycie- rat do spłaty trochę masz, skoro oprocentowanie z każdym rokiem rośnie, Twoja wartość rynkowa raczej nie spada.

Nawet jak łeb chcą ujebać w pracy, wyjebać z uczelni, zamienić na inny model, to pomyśl sobie przez chwilę, że jutro możesz porzucić problemy i zamienić się z tym panem w łóżku miejscami:


Wiesz jak wygląda cierpienie w szpitalu?

Kiedy leżałem ze swoją chujowo pierdolniętą piątą pękniętą kością śródręcza widziałem strach, niemoc, ból i wiarę. Wiarę, która chujowe miejsce zamienia w bajeczny kurort, a głupie myśli odprawia w niepamięć przy każdym wydmuchu papierosowego dymu.
Nuda to brzemię producenta telefonu, laptopa, wydawcy gazety, producenta muzyki, magicznych zapychaczy czasu, których nie zdążyło się podejrzeć na googlach zawczasu.
Kasa? Żeby ściany były bardziej zielone, czy okno trochę bliżej?
To zatrważające, jakie znaczenie może mieć ilość wolnego czasu.
Twojego nikt nie liczy, a jeśli nawet liczyć musi się z faktem, iż wypada za niego płacić.
A przecież to tylko leciutkie złamanko- rutyna.

Znam jedną, jedyną scenę filmową ukazującą w prawie 8 minutach emocje targające chorym i tak wyraźny sposób ich upustu:


Weterynarz Jonathan Demme karierę zaczynał jako dziennikarz. Szlify warsztatowe z filmu pobierał na kinie klasy B, ale u samego Rogera Cormana (taki David Copperfield filmowej komercji).
Zanim osiągnął, to co osiągnąć powinien jeden z najlepszych reżyserów w USA, przeżywał wzloty i upadki.
Jego 'Milczenie owiec' to klasa sama w sobie, jeden z trzech filmów w historii, które otrzymały 5 najważniejszych oscarów.

Filadelfia jest zupełnie inna.
Nie ma Hopkinsa i Foster.

To trochę jakby zebrać paru dobrych aktorów, poprosić Bruce'a Springsteen'a o nagranie oscarowej Streets of Philadelphia i nakręcić film niezwykle wzruszający, choć z pedałem, aidsem, murzynem homofobem i jakby to określił mój kumpel "użalniczym przekazem- płaczcie narody", czyli temat w juesej dość kontrowersyjny.


Demme uderzył w realizm- co prawda nie zainfekował Hanksa wirusem hiv, ale postanowił wykorzystać tors faktycznie chorego człowieka w 3 minucie tego filmu:


W kilku scenach zbiorowych wystąpiło kilkudziesięciu chorych na aids. Kilka lat temu przeprowadzono badania, okazało się, że ponad 70% z nich już nie ma wśród nas. To porażające.

Uczyłem się wrażliwości tym filmem jako gówniarz, potem analizowałem pod kątem operatorki, swoim dzieciom pewnie będę pokazywał pod hasłem: 'tolerancja', albo 'zobacz, co robił Desperado, zanim spotkał Salmę Hayek'.

Zakończenie rozkurwia system.
Film perełka.

Filadelfia (1993)
  • awatar Gość: Może to będzie denny komentarz z mojej strony no ale... MEGA!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Lubimy filmy, które coś robią:

Bawią ("cegła spadła gościowi na łeb... ha ha ha ha"
Wzruszają ("takie piękne BMW rozjebali..."
Uczą (choćby cierpliwości czy buforowaniu)
Dowartościowują ("ha! dobrze tak temu cipasowi!"
Wyznaczają nowe trendy ("wyglądasz prawie jak Tom Cruise w TOP GUN"

...

FAJNIE jest obejrzeć rozluźniający film (to zwykle taki, który krytyka uzna za małowartościowy- niestety czasem może mieć rację) FAJNIE jest mieć świadomość, że za cenę biletu w kinie kupiło się dobry pomysł, sprawną realizację, wartką akcję, ponad 90 minut bez patrzenia na zegarek, sufit, telefon, czy nogi dziewczyny obok.
Czasem FAJNIE nawet dać się zaskoczyć czemuś... Choćby mając pełną świadomość, że to zabawa. Ale ciekawa.

Ile znasz takich FAJNYCH filmów?







Istnieją też produkcje bardziej dostosowane wobec potrzeb współczesnego rynku:







Skoro o niepowtarzalności mowa...

Wyobraź sobie postać Nicholasa Angela, londyńskiego policjanta, który zostaje utrącony i przeniesiony na wioskę zwaną Somerset, ponieważ... jest po prostu za dobrym policjantem:

Na miejscu pozna nowego kolegę- partnera- Dannyego. Będącego przede wszystkim synem komendanta, oraz łajzofanem Mela Gibsona:

Chłopaki na wiosce przeżyją trochę przygód:



W filmie wystepują również:

Wkurwiacze

Timothy Dalton w Jaguarze

Pan bez głowy

Głowy bez państwa

Bil Nighy (grający w 90% produkcji angielskich)

Główny bohater, a właściwie to grający go Simon Pegg nie miał łatwo- nie dość, że musiał pogłówkować i wymyślać scenariusz na spółę z reżyserem Edgarem Wrightem (nie, to nie ten od samolotów), to jeszcze musiał schudnąć 12 czy 13 kg do roli Nicka Angela.

Oglądając film czujesz to, co czuć wypada przy produkcjach typu Jackass, Viva la Bam, produktach Z.F. SKURCZ, czy kampanii MTV Jukka Bros: PASJĘ.


Dla spragnionych dalszych części:



REASUMUJĄC:

AKCJA + KOMEDIA + GORE = HOT FUZZ. OSTRE PSY.

CO GORSZA- WSZYSTKIE ELEMENTY WYSZŁY ŚWIETNIE.





Hot Fuzz. Ostre psy (2007)



Polecam nie jeść śledzi.
  • awatar so far away: mmm i jest w końcu kino Quentin'a Tarantino! http://kwejk.pl/obrazek/1014290/skitenis.pl.html -> to tak w temacie :D
  • awatar so far away: buahahahahhhh 'piękne kolczyki w bardzo dobrej cenie, przesyłka 4,50 niezależenie od ilości zakupionych sztuk' ludzie weźcie się ogarnijcie bo pajaców z siebie robicie ;D
  • awatar Gość: hahhahahaha, ostatni komentarz mnie rozwalił! Kami...Kosa, kup sobie kolczyki! ;)[a wpisy jak zwykle świetne )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Ktoś powiedział kiedyś, że 'wszystko płynie'. Potem wszyscy to powtarzali- kobiety raz w miesiącu, hydraulicy kilka razy w ciągu dnia, faceci przynajmniej raz w tygodniu...
Każdemu coś płynie, ręce opadają, dobrze, że czas zawsze stoi.

Szukając filmów po gatunkach można natrafić na bombę- komedia, która nie śmieszy; thriller, który śmieszy; dramat nie wywołujący depresji ani ukrytych skłonności samobójczych; usypiający horror; pornos z dwiema sekundami jebania; czy kino familijne dla dorosłych...

Krytycy z AIF w jakimś ryzykownym zestawieniu typu TOP 100 WSZECHCZASÓW z 1996r. uznali, że na TOPki zasługują jedynie dramaty, ekranizacje, czy biografie znanych. Komedii tyle, co Jim Carrey napłakał, a jeśli nawet to w rodzaju intelektualno-skarpetkowych wykładów Woodego Allena o sexie (31. Annie Hall).


Co do dramatu wojennego, jakim jest ekranizacja powieści Guntera Grassa (to gościu, który dostał literackiego nobla w 1999 i otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta Gdańsk, jednak w 2006 przypomniał sobie, że był ochotnikiem w waffen ss i tym samym naraził się polskiej prawicy) pewien jestem niemalże w 100%. Jednak film bardziej od 'historyczny' jest 'psychologiczny'.

Ileż kontrowersji... Bo dostał Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny w 1980 roku (wygrał m.in. z Pannami z Wilka naszego A. Wajdy), a z drugiej strony aktor grający głównego bohatera- ówcześnie 13latek, w śmiałych scenach typu 'niemalże figo-fago' (cieplej byłoby przyjęte, gdyby po drugiej stronie kamery stał Polański...) - film bojkotowano "bo stosunek oralny z wykorzystaniem nieletniego".

(Nawet Michalina Wisłocka nie byłaby w stanie tego pojąć):

Co mnie bardzo ucieszyło- Polska brała udział przy tworzeniu tego dość niezwykłego filmu. Użyczyła miasta Gdańsk, oraz Daniela Olbrychskiego. Nie wspominając o kilku innych dobrych aktorach (choćby Gustawie Holoubku, który był... niemalże statystą).

(Nawet tytułowy bębenek ma barwy dość patriotyczne.):

Co mnie bardzo zasmuciło- Po filmie straciłem na jakiś czas (wierzę, że na jakiś czas) ochotę na śledzia...

NIE POLECAM OSOBOM WRAŻLIWYM NA DOZNANIA ESTETYCZNE OTWIERANIA PONIŻSZEGO LINKU [W KAŻDYM RAZIE ODŁÓŻ ŚLEDZIA! (KIJ Z TYM, ŻE TO WĘGORZE)]:




Do rzeczy.



Blaszany bębenek (1979)


Trudno określić magnez, który przyciąga do tego filmu. Fabuła? Też. Kontrowersje? Trochę.
Popierdolenie? Zdecydowanie!
Film jest tak popierdolony, że aż genialny.
Psychodela, dramat, intryga typu romans, tropy, które odnoszą się do różnych sytuacji, metafory, konkluzje, dylematy, trudności...

Reżyser- Volker Schlöndorff odwalił kawał dobrej roboty. Gorzej. Brał udział w "10 minut później"- bodajże w Wiolonczeli. To oznacza, że zalicza się do czołówki żyjących reżyserów.
Jego inny, znany film- Homo Faber (1990) jest również godzien polecenia, choć bardziej za sprawą scenariusza, aniżeli kontrowersji... choć to zakończenie...


(To nie biegunka, za chwilę pęknie coś szklanego...):

Po obejrzeniu filmu wyszedłem na fajka. Zastanowiłem się i stwierdziłem- "Kanadyjczycy boją się jednej 'prawie figo-fago' sceny- niech żałują, bo film rozpierdala rynek...".

Fabuła? Nawet nie podejmuję się próby opisu... Nie potrafiłbym.

(Gdyby film kręcono kilka lat temu, tak wyglądałby aktor pierwszoplanowy.):

Czy Gunter Gra'SS' jest pisarzem dobrym...?
Nie wiem. Nie czytałem.

Skoro dostał literackiego Nobla (Masłowska chyba jeszcze nie ma...?) to musi znać podstawowe reguły dobrego pisania (jakiś creative writing czy cuś).
Skoro na podstawie jego powieści (najpopularniejszej z trylogii) powstaje film, który rozpierdala rynek swoim genialnym popierdoleniem, to znaczy, że... jeśli nie lubisz filmów psychologicznych, po prostu sobie daruj.


(Kto się skusi na węgorzyka...? Palce lizać!):
  • awatar luxperpetua: pierwszy wpis (no może drugi) który zachęcił mnie do ... przeczytania książki;-) a potem dopiero film.
  • awatar so far away: dokładnie za tymi kosowywodami tęskniłam! niestety powyższy link o węgorzach obejrzałam z uśmiechem na twarzy i mnie nie 'ruszył', może to przez fakt, iż nie przepadam za daniami rybnymi, a może po prostu jestem niezbyt wrażliwa... filmu jeszcze nie widziałam, ale skoro mówisz, że psychologiczny - to się skuszę (;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Jadąc samochodem, co ostatnio bywa rzadkością, spostrzegłem tłum ludzi na przystanku. Wtem, zza rogu wiaty w oczy wbił mi się palący śmietnik. Pomyślałem, że ludzie wyluzowani jacyś, bo jeszcze łapki sobie grzeją...
Kiedy po drodze mijałem trzy kolejne przystanki, trzy identyczne sytuacje, pojąć musiałem, iż to koksowniki...

Podobnie jest w życiu z kobietami.
Nigdy nie wiadomo jaka, tak naprawdę, zacznie nas jarać, a jaka grzać.

Te dobre, ale bez dobrego PR-u bywają niedocenione. Trochę jak filmy.

Bogusław Linda po raz kolejny przyćmiewa Krzysztofa Pieczyńskiego (ad Reich), 34-letnia Danuta Stenka lata z aparatem i jest rozdarta- bo formalnie z Pieczyńskim, ale 'ah, ten Boguś...', Bartłomiej Topa jako 28-letni student, Joanna Trzepiecińska, która zachwyca urodą do czasu zamachu, Andrzej Blumenfeld jako czarny charakter, koneser szparek.

W tle działania bojówek PPS-u, początki XX w. w Polsce, a przede wszystkim dwa najważniejsze w filmie elementy- muzyka Michała Lorenca i Tatry...


Mógł to być kolejny naiwny filmik pod tytułem: "zbierzcie po 15 złotych i do kina, zbiórka pod szkołą!".
Mógł to być kolejny niewypał pod tytułem: "po chuj wymyślać coś nowego, zróbmy remake".
Mógł to być kolejny film z Bogusiem trzymającym giwerę...

A jest to kolejny polski film, bardzo niedoceniony... może nawet zapomniany. Niesłusznie.


Całkiem zmyślna fabuła, piękne obrazy, wyjątkowa muzyka, brak nachalnego moralizowania, wolność interpretacji - wszystko to spotkał w filmie autor tego bloga, który był ciekaw dlaczego w teledysku 'o sobie samym' Wilków, widać Bogusia Lindę w oldskulowych ciuchach...

Powodem braku trailera, muszę skierować bezpośrednio do filmu.


Prowokator (1995)



Myślę, że warto.
  • awatar Gość: Make your own life more simple get the loans and all you require.
  • awatar so far away: Kosa dalej na pingerze!!!! Filmu nie widziałam tego, obecnie od dłuższego czasu mam zajawkę na filmy o tematyce narkotykowej bądź alkoholowej (; aa też widziałam 'palące się śmietniki' sama się 'grzałam' przy takim na bronowicach,wówczas pierwszy raz nie cieszyłam się gdy nadjechał mój mpk :D
  • awatar luxperpetua: dzięki... chyba czytasz w moich myślach ;), właśnie szukałam filmu na dzisiejszy wieczór. A jesli chodzi o kobiety.... te dobre po prostu przechodzą niezauważone a może szkoda...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Trudno dobić do trzydziestki. Średnia spada i odwiedzają Cię coraz rzadziej.

Mówię o wpisach.

Według Feng Shui (to taki sposób planowania przestrzeni, agitujący życie wespół z prawami natury, który nakazuje robić z siebie idiotę i tuż przy wejściu/ wyjściu instalować żabę z monetą w pysku, która sprowadza pieniądz do domu) cyfra '4' będzie przynosiła nieszczęście, ponieważ wymawiana po japońsku brzmi podobnie do 'śmierć'. '8', natomiast, przynosi ogromne szczęście. Dlatego też tablice rejestracyjne z cyferką '8' w samochodach mają ogromne wzięcie.
Ciekawe czy wiedziało o tym Audi nazywając swoje auta, może to taka celowa zagrywka: "niech te żółte chuje kupują najdroższe a8...ha ha ha szajzen!".

Dlaczego nawet reklamy aut luksusowych schodzą na poziom szczeniackiego przepychania się (?):


Nie wiadomo jednak jak traktować tą piosenkę...
Bo niby 'śmierć', ale i trochę 'szczęście':


Co ciekawe moją ulubioną-szczęśliwą cyfrą od zawsze było... 8.
Kiedy miałem 8 nr w dzienniku, zawsze miałem dobre oceny. Znaczenia nie miał fakt, iż była to 2 klasa podstawówki.
Taki ze mnie szczęściarz.

Dziwne są ludzkie wiary. W naturę. Ale i dobrobyt. W Boga. Ale i naukę.

Prawda jest jedna...
Zawsze wolałem reklamy mercedesa, najbardziej tą propagującą napęd na 'śmierć' koła:


Tak też reasumując:

1. nie potrzeba kogoś ośmieszać, by zostać dostrzeżonym.
2. nie wszystko, co nas otacza sprzyja feng shui.
3. strasznie głupio, kiedy ludzie pozorują swoją wolność
4. mercedes robi naprawdę dobre reklamy.

A skoro już jesteśmy przy tym, co jest lubiane...

Powiedzmy, wyluzowanie Ala Pacino + precyzyjny scenariusz Mameta + Alec Baldwin jako człowiek skurwiel + Jack Lemmon przy automacie do kawy ze starością na karku + zimno Eda Harrisa + Allan Arkin i jego śmieszna postać + korporacyjność Kevina Spacey...
No i mamy film, który przeszedł do historii.

Kultowość sceny, w której Baldwin, jako interim manager równa z ziemią trzech nierentownych agentów nieruchomości ma status szkolnej- na niej m.in. właśnie uczą się fachu studenci aktorstwa:


Albo monolog Ala Pacino:


Jeśli masz dość swojej roboty, to film dla Ciebie. To film tylko o ludziach. Nie są idealizowani, każdy z nich ma wady, które określa właśnie robota. Nie znajdziesz tu super efektów, nie są potrzebne. To marni ludzie robiący głupie rzeczy w pracy, która nie przypomina wymarzonej.
Oglądając ten film, wciągniesz się jak ręka w maszynkę do mięsa- Twój nastrój po filmie nie będzie wcale lepszy, jeśli uwierzysz, że tak właśnie wygląda dorosłość i zarabianie.

Glengarry Glen Ross (1992)


Ale kto, do cholery chce w to uwierzyć...? Autor poradnika o feng shui? Target reklam mercedesa?

Jak już przy reklamie mercedesa...
Zdrada... Pojawia się, kiedy blablabla... Łatwo o tym słownikowo pierdolić, ale doświadczenie tego nie jest niczym przyjemnym.
Nie będzie tu moralizowania, ani samolinczu.
To sprawa indywidualna.

Załóżmy- jesteś Michaelem Douglasem, masz spoko żonę, posadkę adwokata (ci z glengarry glen ross mogliby zazdrościć), dom, dzieci, Twoje życie jest cholernie uporządkowane, nudne, monotonne. Świadczy o tym posiadanie golden retrivera i białego kombi marki volvo.
Żona wyjeżdża na weekend z dziećmi nudnym volvo, a Tobie zostaje...
No, właśnie- rozluźnienie. Alkohol. W dodatku jaja swędzą, że to szok (słyszę śmiech Baldwina).
Kobita (Glen Close), którą poznasz przelotem, urzeknie Cię swoim wyjebaniem i sposobem bycia.
No, kurwa, jesteśmy dorośli- nie pytasz jej ojca o zdanie...
Tylko dopiero po zaspokojeniu kolegi w spodniach uświadamiasz sobie, że możesz to samo robić z żoną, na legalu, bez obaw...
No i wychodzisz z mieszkania, ale upokorzona kobita nie taka głupia. Albo chora psychicznie, co gorsza.
Tutaj zacznie się zabawa w kotka i myszkę. I wcale nie Ty tym kotkiem zostaniesz...

Adrian Lyne robi filmy, po których idąc z koleżanką do kina, możesz stracić obiecujący wieczór na konflikcie natury venus- mars.
"Kto tu jest kurwa chujem...?!"
Trudno rozkminić pokrzywdzonych i krzywdzących w 9 i pół tygodnia (1986), Niemoralnej Propozycji (1993), czy Niewiernej (2002)...
To mistrzunio od filmów o relacjach damsko- męskich.

Fatalne Zauroczenie (1987)


A Ty, jak myślisz, kto tu był chujem...?
  • awatar Gość: Ad. 3 wybór niewolnictwa to też wolność?
  • awatar luxperpetua: - ten kto postapil nieuczciwie - to takie proste ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Miał być wpis na święta. Potem w święta. Widok wysychającej choiny i poszarzałej czapeczki mikołaja na uszach kota sugeruje mi, iż ciut późnawo na polecanie filmu na święta.
I tak oglądaliście Kevina. Dwójkę.

Mamy trzydziesty grudnia dwa tysiące jedenastego, czyli jak dla mnie o lata w liczbie przy końcu za daleko, żeby zdążyć wyhasać się godziwie jako gówniarz...

Pamiętam każdego sylwestra z osobna, ponieważ w odróżnieniu od reszty współbiesiadników na tym z 2006/2007 jako jedyny piłem jedynie tonic (podobnie jak przez resztę 364 jebanych dni wypełnionych toniciem z "dużo cytryny i lodu".

Picie od chlania różniło wtedy nie to ile masz do wydania, ale to ile przyjmiesz bez reszty...

Teraz, z wiekiem człowiek już nawet płyn do szyb mógłby stosować zamiennie z Curacao w drinkach, których i tak przecież nie pija, bo gdyby Bóg miał dać człowiekowi nawalić się wodą z farbką o smaku octu balsamicznego, film kac vegas byłby rozumiany jedynie w ojczyźnie samochodów Łada...




Zresztą, podobno ten blog schodzi na psy skutkiem monotematyczności- wóda i fajki... i o kobietach bez miłości. I bez kontrowersji.
Co to kurwa za nuda. Recenzje (które nigdy do takowych nie pretendowały) bez analizy dzieł wytwornych, wybitnych twórców.




To tak jakbyś włączał teledysk wypatrując dwóch jaguarów na maskach, których kobieta w bieli ćwiczy jogę, a widzisz to:


W 21 sekundzie dostrzegasz telefon nokia 3310...

Wracają wspomnienia... Przypominasz sobie, jak to fajnie było kiedy kleciłeś smsa wpatrując się w monochromatyczny wyświetlacz podświetlany na zielono.
Jaki bajer- wyświetlacz graficzny 84x48 pixeli, wygaszacz ekranu, obrazek zamiast nazwy sieci, a kompozytor melodyjek?! Kurwa, godziny spędzone w necie na poszukiwaniu znośnej wersji intro do 'take a look around' bizkitów. Żadne blaszane, obmacywane ścierwo z nadgryzionym jabłkiem na plecach nie wytrzyma tylu przygód zakończonych dźwiękiem 'łup!'.
Łezka w oku, kiedy przyszło zamienić na jakiegoś dennego, zawieszającego się siemensa podświetlanego na pomarańcz z dwukrotnie mniejszymi przyciskami...

Tak chyba mniej więcej działa ten gówniany kosoblog.
Nic się tu nie zazębia, grafoman na kacu ćwiczy palce, a Ty tracisz średnio 5 minut życia na czytanie o pierdołach.

Tak też działa Twoje życie. Hasasz sobie, jak chomik po kołowrotku i co jakiś czas, a to włożą zapałkę między kratki, albo zaczną Ci przyspieszać rytm, ważne żeby pić i jeść dawali.

A Titanic- największy, najwspanialszy, najtragiczniejszy... bla bla bla... Titanic miał jeszcze dwóch "braci"- Gigantica/ Britannica (też źle 'skończył'i Olympica (jako jedyny miał farta) i wcale nie był najpotężniejszym statkiem okresu... A zatonięcie przepełnionego szkopskiego Wilhelma Gustloffa dziabniętego ruską torpedówką pochłonęło ok. 9600 ofiar.
Nawet tragedie mają swój marketing.




Nie, nie może być bez alkoholu, fajek i kobit w świecie bez lofciania na tym blogu, dlatego, jeśli pozwolicie nawet po nowym roku formuła do końca pozostanie ta sama.




Kiedyś w bodajże 'kocham kino' widziałem fragment filmu.
Wyobraź to sobie:

Piękna beem-ka siódemka e38 sprzed face-liftingu z mikołajem za kółkiem popyla, a za nią cała chmara psiarni w radiowozach. W tle nokturna Chopina Op.9 No.2... Zajebiste, nie?
Pierwsza myśl była taka: "idę po poduszkę- muszę obejrzeć ten film".

Kiedy wróciłem, stałem wpatrując się w listę płac przy napisach końcowych i wypatrzyłem nazwisko... Thornton. Billy Bob.
Faktycznie ten mikołaj przypominał gościa, który porzucił wielkoustą Angelinę, córkę Jona, żonę Brada.

Znalazłem film i po obejrzeniu po raz drugi, uznałem, że chłopina zasłużył na związek i porzucenie boskiej Angie.
Powodów miał wiele. Blizny przeszłości, Prosty plan, epizod w Armageddonie...
To naprawdę świetny aktor.
Jego biografia to kolejny dowód potwierdzający regułę, że aktorstwo to nie tylko chleb dla synów piekarzy czy aktorów, ale tez bułeczki dla przeciętnych ludzi 'znikąd'. Ale spierdoliłem metaforę...

Zły mikołaj (2003)


Myślę, że powyższy trailer jest wystarczającą zachętą do obejrzenia... No, chyba, że nie jesteś patriotą i leży Ci posłuchanie nokturny No. 2 in E-Flat Minor, Op. 9 No.2 Wielkiego Rodaka w amerykańskiej produkcji, której producentami wykonawczymi byli bracia Coen (twórcy Fargo)...

Na przekór- zamiast na święta, polecę go na... sylwestra. A raczej wyczekiwanie na niego.



Tak więc w chwili słabości, przed ucieczką pamiętnego roku 2011, na dziewiczy 2012 pozostaje mi życzyć Wam tego, czego spełnić nie zdążyliście w zeszłym roku, a marzyć będziecie jeszcze przez kolejne.
Nie wiem czy nie wzrośnie liczba samobójstw, spowodowana niesprawdzeniem się końca świata i nagłą potrzebą spłat kredytów, nie życzę Wam ani jednego ani drugiego.

Jako, że ze śniegiem też kiepsko w tym roku (dopisze w czerwcu), życzę Wam, aby wszystkie rączki po północy były sprawne, bo jak widać na filmiku poniżej, brak butelki zobowiązuje niektórych do karkołomnych poświęceń, które zagrażają nie tylko rączkom za sprawą, zdałoby się, zwykłej rakiety:

http://patrz.pl/filmy/petarda-w-dupie

Co prawda koniec świata pewny nie jest, ale koniec kosobloga już tak, dlatego będę Was stopniowo od niego odzwyczajał.

Ale to jeszcze trochę. Wpierw padnie Rysio z klanu...
  • awatar Gość: '(...)a Ty tracisz średnio 5 minut życia na czytanie o pierdołach' - w takim razie jakoś tak ciekawie traci mi sięte 5 minut z życia. Niechaj 2012 Ci sprzyja! ;)
  • awatar luxperpetua: "Tak też działa Twoje życie. Hasasz sobie, jak chomik po kołowrotku ..." - a wiesz jak zajebiście jest uciec z tego kołowrtoka, wyszaleć się, poigrac z "kitkiem" i jednak mieć ten swój kolowrotek, ten azyl - każdy go ma, ale nie każdy ma odwage wyskoczyć z niego ps. i daj spokoj biednemu Ryśkowi - to aniol ... ;)
  • awatar Gość: koso-pamiętnik koso-kozetka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ludzie lubią się zderzać.

Dla przykładu- kobieta i mężczyzna...
ZDERZĄ się. Oblukają. Pogadają. Pójdą na spacer. Do łóżka. Do teściów. Do kościoła. Do szpitala. Do żłobka. Do innej/innego...

Mam swoją słuszną teorię, jakoby powodem rozwodów było niedopasowanie, jednak zapomniałem po cóż analogię zderzeń posunąłem w miejsce związków...

Ludzie powinni się lepiej poznawać.

A jeśli o zderzenia idzie- mogą zderzać się osobowości ludzi. Wielkie dwie.

Lubię, kiedy w kinie zderzają się tak wielkie osobowości, że trudno zdecydować, którą stronę wybrać.

Jak inaczej nazwać spotkanie dwóch Panów z Nowego Jorku w amerykańskim filmie z Valem Kilmerem i ojcem Angeliny Jolie w tle?


Jeśli za reżyserię bierze się Michael Mann- scenarzysta Starsky'ego i Hutcha, Policjantów z Miami, Crime Story... powstaje naprawdę dobre kino sensacyjne.
Celowo pomijam 'Ostatniego Mohikanina' (1992), 'Miami Vice' (2006), 'Informatora' (1999), czy 'Zakładnika' (2006), bo pójdę na skróty i stwierdzę, że facet naprawdę zna się na rzeczy i całe Illinois może być z niego dumne.

Wracając do zderzenia Panów z Nowego Jorku...
Al Pacino jako temperamentny policjant tropiący perfekcyjnego złodzieja- Roberta de Niro.
Historia o dobrym i złym. Jednak nie.
Są tylko ludźmi wykonującymi swoje profesje.
Gdyby jeden z nich pracował w kopalni, prawdopodobnie nigdy nie weszliby sobie w drogę.
A skoro już tak się stało. Musieli postrzelać.
Trochę do siebie. Trochę w kolegów.
Jak to w sensacji.

Ale ta sensacja to dobre kino akcji. Jedno z najwyborniejszych w historii.


Chłopaki umówili się na postrzelanie do siebie:

Chłopaki umowy dotrzymali:


Pomyśl, ile film straciłby, gdyby Panowie Pacino i De Niro nie zgodzili się zagrać.
Rozważano i ten scenariusz.
Wtedy mielibyśmy duet Nick'a Nolte i Jeff'a Bridges'a.

Solidne, męskie kino, respektowane przez policjantów, które ma wielkie uznanie wśród... kobiet.

I jak tu nie powiedzieć, że zderzenie Pacino- De Niro nie było idealnym, w związku z filmem...?
(właśnie sobie przypomniałem o analogii zderzeń i związków).

Którego wybierasz...?
  • awatar Gość: Some splendid images. Fantastic shades. my website - http://journal-cinema.org/
  • awatar Gość: Jak to dobrze wieczorkiem, przepraszam - wieczorem (ponoć ludzie używający zdrobnień mają problemy psychiczne, a ja nie chcę na takową wyjść), poczytać coś dobrego. Ciesze się, że w końcu nadrabiasz swe zaległości w blogowaniu drogi Kamilu...
  • awatar so far away: mmm, Pacino i De Niro <3 "Nie wolno przywiązywać się do czegoś, czego w razie wpadki nie porzucisz w ciągu 30 sekund" ... taaa, racja!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Czas licealny to ciekawy moment. Witasz tam dorosłość i jak to kiedyś ktoś gdzieś napisał: "W liceum uświadamiasz sobie, że Axel Rose nie musiał wkuwać algebry, a zarabia więcej od wszystkich nauczycieli razem w szkole wziętych...".
To takie oblizanie plastikowej łyżeczki pt.: DOROSŁOŚĆ, która i tak kiedyś Ci się złamie i będzie trzeba ją zamienić metalową z napisem: ZA PÓŹNO.
Zastanawiam się, którą z nich obecnie oblizuję...

Z licealistami kojarzy się szereg filmów, ale najbardziej ten, który przywodzi na myśl wszystko co "docipne" - z (W) pomiędzy o i c z juesej (amerykan paj).

Pod względem filmów o prawiedorosłych, Polska zawsze była i będzie... nudna.
Niestety, jeśli reżyserię filmu powierza się dziadkom powstają filmy, które swoją naturalnością przypominają Jocelyn Wildenstein.

Film o młodych ludziach z Polski? Równie dobrze, z miejsca możesz założyć, że te wyrazy będą kluczowe dla scenarzystów: umoralnianie, przyzwoitość Ojca Mateusza, dowcipy Strasburgera, przebojowość Tadeusza Sznuka, riposta Pani Stasi z Klanu.
Konrad Niewolski świetnie opowiedział "Symetrię", "Palimpsest"... ale jego 'zabawny' scenariusz w "Jobie..." był po prostu próbą zekranizowania dowcipów z onetu.
W Polsce filmy chodzą za trendami, na ślepo kopiując to, czemu przez chwilę się przyjrzą.
Nie mają mocy tworzenia nowej jakości, to co lansują, najczęściej wchodzi na krótko:


Potem dowcip, że w chinach mówią... Kurwa, ten dowcip już nawet mój kot zna, bo lubi wpierdalać lody i sypiać na złożonych ubraniach.

Skoro już jesteśmy przy lodach...
Lata '70-'80 (pamiętam jak przez mgłę w Polsce był wykwitem ekranizacji powieści młodzieżowych.

Po 'Stawianiu na Tolka Banana' (1973), wypadało spełnić 'Siedem Życzeń' (1984), albo zesrać się ze strachu powodem 'Bliskich spotkań z wesołym diabłem' (1988). Serial. Serial. A trzeci film.

Tymczasem w 1978r. Izrael... pokazał światu coś, czym zachłysnęli się Polacy w latach '80 i '90:


Lody na patyku (1978)


Pomyślisz- nudny film o żydkach... i włączysz amerykan paj.
Niski, gruby i wysoki to trzech ziomali. Mają po 15-lat, ale swoim stylem życia przebiją niejednego polskiego 20-latka.
Może nie warto specjalnie wzorować się na ich odzywkach w stylu: "widzicie tam moich przyjaciół? mamy już wspaniały plan...", jednak niedoskonały warsztatowo film rozbawi, zaskoczy, zażenuje, a nawet... zasmuci

Nie kupuj greatest hitsów '50-'70 na 20 płytach.
Puszczając przy znajomych soundtrack z filmu, będziesz uchodził/a za konesera muzyki lat '50- '70. Same hiciory.

Kiedyś obił mi się o oczy plakat z 'Lodów...', sądziłem, że to jakiś szwedzki pornos. Byłem blisko, bo kilku ujęć nie powstydziłby się erotyk o dorosłych....
Tymczasem to protoplasta filmów typu american pie.
Kilka scen z tego filmu zapożyczyło sobie kilku scenarzystów.
Ciekawe, że kopią tego filmu jest kultowy amerykański hicior:


Ostatnia amerykańska dziewica (1982)


Były nieudane rzeczy robione dla amerykanów:
- renówki na rynek amerykański
- zakończenie 'Wielkiego Błękitu'
- amerykańska 'Nikita'

Ten film należy do takowych.
Podróbka odbiera polot oryginałowi. Właśnie tego brakuje tej dziewicy...

***

Żeby nie odejść zbytnio od patriotyzmu, przyznam, że nie musimy wcale robić na siłę tego, czego robić nie potrafimy.
Powinniśmy obstawać przy tym, co moglibyśmy sprzedawać dalej- poza granice.

Żadne amerykańskie dziewice, szarlotki, wieczni studenci, a nawet ninjowie nie przysłonią mi dumy z Rodaków:


Może to nie jest kultowy film, Cybulski to nie Dean. Ale nie jest żenujący.

W liceum wolałem odgrzewać stare kotlety, aniżeli zapychać się świeżym gównem.

Na studiach zrozumiałem, że robienie gówna nie zależy wcale od czasów, ale od ludzi.

Może i my zrobimy dobrą komedię dla prawiedorosłych. O ile zapomnimy o naszych kompleksach, albo sprytnie je skrytykujemy- jakaż to, kurwa, prosta recepta...
  • awatar Gość: kpzjylptpcmph, http://www.qwhubtkhue.com/ txyblquuxh
  • awatar Gość: fcmujlptpcmph, http://www.ruckxtqhdh.com/ hcduchfptf
  • awatar Gość: ximqclptpcmph, http://www.cykbvklbcr.com/ gvkwkkbcca
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 



-Puk puk
-Kto tam?
-Hanka?
-PUDŁO!!!




Albo:

http://ryjbuk.pl/smierc-hanki-mostowiak-okiem-andrzeja-271136


Tym miłym akcentem witam Cię przy nowym wpisie na Twoim ulubionym kosoblogasku.
Pomimo, iż ostatnie moje pierdolenie tu o filmach było prawie trzy miechy temu, statystyka mówi, że nie jest najgorzej, bo wpisy są średnio co 6 dni.
KOSOBLOG WRACA DO GRY!

Wiele w życiu się nie zmieniło- ten chuj z komunikacji wymusił zapłatę 100zł za powtarzanie przedmiotu, paliwo podrożało, chesterfieldy potaniały, żeby potem wziąć przykład z paliwa, alkohol w żyłach tętni coraz rzadziej, ostatnia domówka była przy niedzielnym obiedzie, zawiodłem kumpla, głowa z rana boli jedynie kiedy się o coś pierdolnę, kac przechodzi po 15 minutach od wyrzucenia ogryzka z jabłka, prawie umówiłem się z 14-latką, która wyglądała na 20, pierdolę wymianę opon na zimowe, pierdolę noszenie czapki na głowie, która jeszcze miesiąc temu była bogatsza o 80% owłosienia (głowa, nie czapka), w porannym wf-ie usłyszałem, że Ryszard Kalisz nie jest takim debilem, za jakiego go uważałem, przez pół miesiąca każdego dnia odpowiadałem na pytanie "oglądałeś to gówno- Bitwę Warszawską?!", zacząłem oglądać to gówno 'piątek the series' na wp, potem wpadłem w mały alkoholizm, bo to moi rówieśnicy, miałem konto na badoo, piłem samotnie z trzeźwym Olem nad zalewem, chyba usunę lewe konto z facebooka i to z sadistica, bo widok szlifierek kątowych wbitych w brzuch grubasa, którego wnętrzności... albo srający rybkami skośnoocy hemafrodyci, już nie rusza mnie przy jedzeniu, obejrzałem kilka razy telewizor (nawet starłem kurze) i nic mi się nie chcę... SERIO.

Polowałem na film dla mnie- natenczas.
Musiałby pasować idealnie wobec mojego nastroju. Wiele myślałem o kinie irańskim, ale skoro kiedyś po "Czasie pijanych koni" byłem gotów znów zidiocieć i zacząć wierzyć w 'głupotę na M', pomyślałem, że doskonałą alternatywą dla odwrażliwiających filmików z mentalzero.com będzie jakaś śmiszna komedia albo poruszający erotyk (od pornosów różni je obecność kutasów w scenach wynosząca- 0%).
No i szukałem. Szukałem... Szukałem...
Kiedy już się obudziłem, przypomniałem sobie o swoim grubym mentorze, który nie silił się robić czegoś na siłę, dlatego nie nakręciłby jakiegoś nudnego kostiumowca, czy sztampowego dramatu o generale; szedł zgodnie z własnym widzimisię...
I nie chodzi tu wcale o Kalisza...


Zach i Miri kręcą pornola (2008)


Kiedyś moja koleżanka za obrazoburczą uznała scenę Bena Stilera walącego konia, który "maczał palce" we fryzurze Cameron Diaz w "Sposobie na blondynkę". Strach pomyśleć, w co mogłaby wpaść uciekając przed polotem umysłu reżysera, scenarzysty, filmowego mentora kosowizmu- Kevina Smitha.

Mamy tu niezłą laskę (Miri)- to przez tą jej uroczą minkę nie spałem po nocach, nie przez balony, oraz faceta, który zakupił przynajmniej dwa produkty z tego filmiku:


Facet ten (Zack) tworzy naprawdę zgrany duet socjalny z uroczą koleżanką, którą zna od dziecka.
Tu pojawiłoby się pytanie: "I oni nigdy nie ten tego...?!"

- NIE.

Ile znasz takich historii...? Przynajmniej kilka.
Pojawiają się problemy- zaczyna brakować pożywienia dla ich iMaca (że niby prądu- mensowi wymiatacze) i przybywa takiej tam adresowanej makulatury (a tu o rachunkach).
Co tu robić...?
Wziąć motto Owsiaka do serca.

Film na kolejnych kilka bezstresowych lat dla Kevina Smitha i całej filmowej ekipy.
Kiedy dowiedziałem się, że zmyślne sceny z 9 i pół tygodnia były konsultowane z Ronem Jeremym, nie mogło mnie zdziwić, że Mój Filmowy Mentor poszedł o krok dalej i... zaangazował do filmu dwie aktorki porno.

Gorąca komedia, prawie pornos, ordynarny sarkazm Smitha... - jakkolwiek nazwiesz ten film, patrząc na niego z wielkim dystansem, dostrzeżesz odrobinę melodramatu w sytuacji kiedy Zack i Miri... I zrobi się tak jakoś dziwnie... bo przypomni się "W pogoni za Amy" i to zakończenie:


Z filmu dowiesz się, czym jest flashlight, wtedy trochę inaczej podejdziesz do kolegów chadzających z latarkami w biały dzień.

(jako facet) Obejrzyj film z kobietą, rozbudujecie swoją 3pozycjową kamasutrę.

(jako kobieta) Obejrzyj film z facetem, będziecie robili przerwy w oglądaniu bliżej końca filmu.

(jako facet) Obejrzyj film po pijaku z kumplem, stwierdzicie, że jak wytrzeźwiejecie na pewno przeprowadzicie casting na aktorki do podobnej inicjatywy.

(jako facet) Obejrzyj film z koleżankami... albo nie...

Jako próbkę całkiem udanego soundtracku polecę The Jesus And Mary Chain - Just like honey.

Kto zgadnie, w jakim jeszcze filmie można usłyszeć 'just like honey' wygra... orzeszka.
 

 
To będzie o przywiązaniu...

Kiedy przepadasz za drzwiami pokoju "bez odwrotu!", możesz natrafić na bramę do parku "i co teraz?"
Jest taki moment, że człowiek, pomimo swych poglądów i czynów zmienia własne zapatrywanie pod wpływem jednej chwili...
Co tym kieruje? Los, a może Bóg...?

Mnie to właśnie spotkało...

Stałem sobie, w rozmyślaniu mając jeden z wieczorów, w czasie których zaczyna się coś dziać...

Wypiłeś/aś za dużo (to pewne), jednak przez ten moment- jeden z wielu, dostrzegasz, iż to naprawdę cholernie przyjemne...
A ja robiłem to zbyt często...

Tak, jak wspomniałem, za dużo palę.

Kiedy stałem, wspominając ten wieczór, w czasie, którego wypaliłem trochę, a, że nie pamiętam o który dokładnie chodzi, bo w tej kwestii każdy był dokładnie taki sam... uznałem, iż czas coś z tym zrobić.
Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, iż miałem do wypalenia jeszcze połowę fajka...

I wiecie co zrobiłem...?

Wypaliłem go.

Tak rodzą się wielkie idee. Tak zmienia się świat. Tylko, że konstruktywne działania wcielane w życie są na drugi dzień... Nie wiadomo, jednak czy to piątek, czy środa. Czy niedziela.

Społeczeństwo samoistnie utrudnia życie palaczom.
Straszy, że bierne palenie, itp. Fakt, ja mam filtr.
Ilekroć kupuję, narażam się na zawał serca- czy nie trafi mi się paczka z impotencją, albo rakiem...? Te z infolinią są chyba bezpieczniejsze.
W dodatku te bariery- zapalenie na przystanku to nielegal.
Niewystarczająco nowoczesne stacje benzynowe również nie pozwalają tankować z kiepem. Po cóż trafiać pośmiertnie na kwejka.
Może ratunkiem są stacje elektryczne? Co wtedy z wielbicielami fajek wodnych...?
Większość kobiet ma stosunek obojętny względem palaczy, na tyle obojętny, by ich unikać (palaczy, nie facetów). Problemu takiego nie mieli nigdy alkoholicy.
Łatwiej zarzygać niewiaście spódniczkę mini, bełkocząc- "to pierwszy mój zgon w życiu...", aniżeli przypadkiem strzepać popiół, kwitując- "ja nawet nie wiem jak się zaciągać...".
Jak myślisz, w co prędzej uwierzy...?

Dlatego też (nie dla kobiet, lecz dla bezpiecznego tankowania)- uznałem, iż czas podjąć nierówną walkę z nałogiem.

Aby nie roztyć się jak Mickey Rourke w Zapaśniku (wiem, że przesadzam- poza tym, spełniłem życzenie, co do Mickey'a i Zapaśnika) zacznę ograniczać jedzenie do picia. Alkohol nie tuczy...
By nie mieć wrażenia "pustej ręki", idąc ulicą będę memlał lizaka.
Żeby nie palić przy piwie z kumplami, będę gryzł patyczki po lizakach, których uprzednio nie będę wyrzucał podczas spacerów.

A na pytanie: "chcesz fajka", odpowiem stanowcze... "daj, bo kurwa zwariuję..."

Kiedyś znalazłem na stacji ten film. Oglądając obrazki przy opisie dystrybutora, stwierdziłem, że będzie się działo...
W dodatku ten reżyser.
Syn twórcy Pogromców Duchów (i paru innych- m.in. ze Schwarzem- policjantem w przedszkolu, albo ze Schwarzem i jego bliżniakiem- Dannym de Vito)- zatem wiadomo, że nie musiał nikogo dziabnąć, żeby wrota kariery uchyliły przed nim swoje możliwości.
A tych Jason Reitman miał wiele.
Wystarczy obejrzeć krótkometrażowy, szkolny In God We Trust, by przekonać się, iż nie przypadkiem przerósł ojca.

Widać czasem jabłko upada obok jabłoni, by powstał Nowy Jork (big apple). Koniec dowcipu.

Publikę rozkochał tym:

Juno (2007)


Opowiastce o rozbrajającej nastolatce, której hormony rozbudziły Tic-TacMana do nieplanowanego dziecka, które wypadałoby zostawić Jennifer Garner i jej mężowi- niespełnionemu gitarzyście. Kontrowersyjny, zdaje się temat (nie chodzi o wątek niespełnionych gitarzystów), przechodzi gładko, prawie po sznurku. Jednak, co dziwi, wychodzi zawsze na dobre. O ile wrzucisz luz.

Taki jest Jason Reitman. Taka jest dobra komercha Made in Holywood. Takie są filmy na wiele wieczorów z dala od Kieślowskiego.
Gdyby nakręcił film o Papieżu- nie zabrakłoby jakichś ciekawych zgrzytów.
Wolę nie myśleć, co by było, gdyby kręcił lewicowe filmy o aborcji, czy eutanazji...
Ale ja osobiście wolę ten film poniżej.

Wracając do mojego nałogu.
Tytuł zasugerował początek walki:

Dziękujemy za palenie (2005)


Nick Naylor mógłby z powodzeniem sprzedać Ci powietrze. A, że wisi mu to, w jaki sposób można zmanipulować człowiekiem, dba o reputację giganta tytoniowego.
Jest lobbystą. Mistrzem swojego fachu. Dlatego nie musi pracować w netii na słuchawce, wspiera takie marki jak Marlboro.
Ma dwójkę równie zaciętych i diabolicznych ziomali, dorastającego syna mieszkającego z jego ex i... Katie Holmes, która na chwilę weszła mu do łóżka, jako dziennikarka... Nie ważne, bo się kobity z dziennikarstwa wkurwią na mnie.
Kiedy zacząłem oglądać pomyślałem- wyrzucę paczkę fajek przez balkon- rzucę palenie.
Całe szczęście, nie musiałem po nią zbiegać.
Na tyle głupi nie jestem.
Zamiast rzucenia palenia, dowiedziałem się paru ciekawostek.
"Argumentuj- nie dyskutuj" albo...
Wiedzieliście, że plastry antynikotynowe mogą zabijać...?
Albo...
Albo sam/a obejrzyj.

Nie licząc 'Dziewięć i pół tygodnia', to jeden z lepszych filmów o manipulacji.
Ważny debiut pełnometrażowy Jasona Reitmana.
Ważne argumenty przeciw pogromcom palaczy.
  • awatar so far away: mówiłam że się odezwę tuu ;> teraz Ty nadrabiaj braki i jeśli wolno mi cokolwiek zasugerować... to poprosiłabym Kosę o więcej osobistych refleksji na przeróżne tematy (;
  • awatar so far away: taaa, ale Kosa, kto będzie ze mną chodził przed wydział na fajka miedzy zajęciami?!
  • awatar Gość: znowu pani Garner... czy to przypadek?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ostatni wpis wywołał lawinę kłopotów.
Właściciele pingera (o2.pl) psioczą, że im serwery przez kosobloga padają.
Dilerzy bankrutują, bo ludzie nie chcą ćpać po czytaniu takich wpisików odradzających lofciania (sex drugs and rock&roll).
Moje przychody z reklam na pingerku (ta laska z podniesioną pachą po prawej mówiła, że osobiście 'pogada' z wykładowcami we wrześniu) pozwolą mi wkrótce zakupić kolejną nieruchomość (wydrążony w ziemii stojak na spirytus).
Dowiaduję się, że ci na bakier z filozofią są fanami guns'n roses, a reszta dalej wierzy w głupotę na 'M'...
Brakuje 12-letnich napinaczy komentujących fora z porno...

Kolejny wpis będzie jeszcze bardziej interesujący...

Ale to nie dzisiaj.


***

Wyobraź sobie, że w Twoim życiu przytrafia się coś, co zmienia Twój stosunek do lajfu, w skutek czego, zdeterminowany poszukiwaniem Tobie podobnych, natrafiasz co coś, co daje Ci radość- możesz odreagować stres, poczuć się zżytym z otoczeniem, które Cię wspiera i robi całkiem konsekwentne rzeczy. Odrywasz się od tego gówna dookoła, w końcu Cię przytłacza. Stajesz się częścią fajnego dla Ciebie mechanizmu.

Stojący w bokserkach Edward Norton nie potrzebuje tu u boku Pitta. Na asfalcie rozrzucił fragmenty zębów, mózgu, czy żuchwy jakiegoś murzyna. Ubabrał sobie nimi glany. Swastyka na piersi dumnie pręży się przed dwoma policyjnymi Buick'ami. Każą mu rzucić giwerę.
Chwilę wcześniej przed oczami miał horyzont ciała swojej dziewczyny, która skakała na nim.
Trzy lata później wróci, ale trochę odmieniony.
I nie o tę szybę chodziło...

Dobrze, że w '98, Norton nie wybrał drugoplanowej (tytułowej) roli w Szeregowcu Ryanie.
Dzięki temu mógł trochę pochodzić bez koszulki, stając się twardzielem.

Pojawia się głupota na 'M', ale w odniesieniu do brata. Ojca. Matki. Pojawia się też zauroczenie do ideologii.

Mocną stroną filmu jest zasadnicza bezstronność. Nikt tu nie wywleka małego dziecka z białą kartką- 'stop rasizmowi'. Jest małe murzyniątko w epizodzie ze smutną nutą w tle.
Reżyserowi z pewnością bliżej do ku klux klanu, aniżeli czarnych panter, ale jeśli nie spojrzysz na film ponad podziałami, nie dostrzeżesz prostej esencji... o lajfie.

Pomyśleć, że obejrzałbym go już dawno, gdyby nie tytuł, który mnie po prostu odstraszał... Sądziłem, że to kolejny protoplasta Punishera...

Więzień Nienawiści (1998)


Swoją drogą nie pamiętam, kiedy wklejałem link do trailera jakiegoś polskiego filmu... (tak, Krzychu, pamiętam, jesteś wielki!)

Polskie kino to mdłe produkcje scenarzysty i reżysera, wykładowcy (a zatem uczącego fachu innych), który zbratał się z taką panią, która tworzy seriale i odświeża swoje własne pomysły zabierając im polot.
Nie jestem krytykiem. Nie jestem nawet dziennikarzem, by tak wywlekać ich personalnie...
Jednak nie wszędzie kopiowanie i kalkowanie zachodu jest tak łatwo dostrzegalne.
W kraju świeżo otynkowanych stadionów z metką 2012, gdzie sportem narodowym jest marudzenie, trudno dopieścić gustom rodzimych znawców kina.

Taki Sławomir Fabicki... nakręcił etiudę zaliczeniową (http://www.playtube.pl/filmy/dramat/15164-mkska-sprawa-2001.html), zgarnął parę nagród:

* 2002 - Oscar, Nagroda Amerykańskiej Akademii Filmowej nominacja kategorii film fabularny krótkometrażowy; za rok 2001
* 2001 - Oscar (studencki)-nominacja 28 th Annual Student Academy Awards Honorary Foreign Film Competiotion (AMPAS - USA)
* 2001 - Stuttgart/Ludwigsburg (MFF) Najlepszy Europejski Film Krótkometrażowy
* 2001 - Arcipelago Film Festiva (Włochy) Najlepszy Film Krótkometrażowy
* 2001 - Monachium (MF Szkół Filmowych) 1. Winner VFF Young Talent Award ; 1. Jury Prize
* 2001 - Edynburg (MFF) Nagroda UIP (55. Edinburgh International Film Festival)
* 2001 - Europejska Nagroda Filmowa - nominacja
* 2001 - Łódź (Międzynarodowy Festiwal Szkół Filmowych i Telewizyjnych "Mediaschool"-Grand Prix
* 2001 - Kijów (MFF) Grand Prix ; Nagroda FICC ; Nagroda Publiczności
* 2001 - Teheran (MFFK) Najlepszy Film Fabularny
* 2001 - Meksyk (MF Szkół Filmowych) Najlepszy Film Fabularny
* 2001 - Nowy Jork (MFFK) Najlepszy Film Fabularny
* 2001 - Nowy Jork (Międzynarodowy Festiwal Studencki)-I Nagroda
* 2001 - Moskwa (Festiwal Etiud Studenckich WGIK)-nagroda za najlepszy film zagraniczny
* 2001 - Regensburg (Tydzień Filmów Krótkometrażowych) Nagroda Główna
* 2002 - Clermont-Ferrand (MFFK) Nagroda Krytyków ; Nagroda Jury Młodych
* 2002 - Bogumił Godfrejów Clermont-Ferrand (MFFK) nagroda za zdjęcia
* 2002 - Tai Pei (Międzynarodowy Festiwal Filmów Studenckich - Taiwan) I Nagorda Golden Lion (Złoty Lew)
* 2002 - Tarnów (Tarnowska Nagroda Filmowa)-Grand Prix - statuetka Leliwity
* 2002 - Tarnów (Tarnowska Nagroda Filmowa)-nagroda Jury Młodzieżowego
* 2004 - Paryż (FF Krótkometrażowych)-Nagroda Publiczności
* 2002 - Kraków (Krakowski Festiwal Filmowy)-Srebrny Smok dla reżysera najlepszego filmu fabularnego w konkursie międzynarodowym

Szału nie wywołał.
Chłop nie wziął pod uwagę, że łatwiej sprzedać gówno w pazłotku, aniżeli czekoladkę na wagę.
Użalniczy cholernie film...

To zrobił mocny, świetny film, który znowu przeszedł bez echa...

Z odzysku (2006)


Zachód polubił Fabickiego.
Nam pozostaje kończyć stadiony, witając na lotniskach ludzi pokroju Sekuły, Fabickiego czy Idziaka jako zagranicznych gości.

Pojechałem...

Jednakowoż, rodacy doceniają Naszych (tych patriotycznych, mniej zasobnych- z jednym paszportem, na którym widnieje orzełek).
Polska Kinematografia to nie tylko megaprodukcje bieżącego stulecia:

- 'ale urwal'
- 'jestem hardkorem'
- 'kadetem tera'
- 'daj kamienia'
- 'synek, nie ma takiego bicia'

Wielka to szkoda, że nikt nie pomyślał o ekranizacji 'gofera z dżemorem'...

To także filmy przy których można się trochę odchamić.
Nie mamy luzu amerykanów. Nie warto też snuć teorii, jakoby samobójstwo Leppera miało związek ze stopklatką... Chociaż jestem ostatnią osobą, która coś o tym wie...

Taki dla przykładu Robert Więckiewicz... Ulubieniec Machulskiego, który jest z kolei dla niego niemalże guru.
Beznadziejny, bezsprzecznie do bani.
Gdyby miał występować w Mam Talent, musieliby najpierw zmienić nazwę programu i Wojewódzkiego na Machulskiego*...

- tak sobie myślałem o nim, zanim obejrzałem ten film:

Wszystko będzie dobrze (2007)


Taki epizod z Forresta Gumpa rozwleczony na cały film... a może nie tylko jeden.
Opowiedziany bez pośpiechu. Bez fajerwerków. Dowcipy są porywające jak klamka od poloneza.
Łatwo zarzucić- nuda! I powrócić do Spidermana.
Jednak nikt nie stwierdzi, że przewidywalny.
No i oczywiście etykietka- film dla fanów Radia Maryja. Chyba powinienem zacząć słuchać...

Widać, że, gdyby Pulp Fiction powstawał w Polsce, za sprawą tego tekstu:


Mógłby zostać wyprodukowany przez Ojca Rydzyka, albo chociaż wsparty kilkoma tacami, bo z pewnością dla fanów Radia na 'M'.

Było parę ciekawych filmów pomiędzy Kieślowskim, a Psami.
Chyba, że wolisz Wajdę od Kieślowskiego. Wtedy po prostu zamknij tego kosobloga.

Czytać mi się nie chce drugi raz, mam nadzieję, że nie wybrałem smutnych filmików sugerujących zły nastrój.

BTW- to uśmiercić tego kosobloga...?

* - (aha, to ten siwy to nie Wojewódzki...?!)
  • awatar Gość: NIE, nie uśmiercać. chyba, że chcesz. ale i tak gdzieś ktoś bd mi musiał polecać, co oglądać. ale pode mną< nade mną ?> są ludzie< anonimowi, bo jakże>, dla których ten blog jest życiem :DDDD ale właściwie powinno być "ja Ci nie powiem, co masz robić" Fabicki nie odniósł komercyjnego sukcesu bo NIE MIAŁ WSPANIAŁEGO PR MANAGERA pozwolę sobie mieć ostatnie życzenie. opisz film z Mickeyem. najlepiej "Zapaśnika"
  • awatar Gość: coś, co dla Ciebie jest byćmoże niezobowiązującą paplaniną, dla kogoś innego może być ważne, potrzebne i przyjemne. wspomnij ten komentarz rozważając uśmiercanie... czegokolwiek
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Przejrzałem kilka wpisów pewnej koleżanki skądś tam, która ma podobno coś wspólnego z tajemnicami rządowymi... i tchnęło to we mnie nadzieję, że jednak się dziewczynie ułoży. Że będzie w końcu szczęśliwa. Że facet nie tips- jeśli nie przeszkadza przy zakładaniu soczewek, nie trzeba go usuwać z życia...
A kobieta nie żarcie z mac donaldsa- po wystygnięciu nie trzeba wyrzucać...
Jednak ostatni wpis lekko mnie poruszył, a, że nie mam obok alkoholu, nie mogę przejść obojętnie.

Co to kurwa jest...?! Każdy nieszczęśliwie kocha, zdradza, jest porzucany, albo sam porzuca i zmienia się. Nadal jednak wierzy w ten slogan sugerujący potrzebę istnienia dnia w którym facet zaprasza dziewczynę do restauracji, albo kupuje kwiatki, a dziewczyna otrzymuje do kolekcji kolejną poduszeczkę w serduszko w napisikiem: 'Walentynki'.

Gdyby to gówno na 'M' istniało, nie trzeba by było ludziom o tym przypominać mianując święto. Pamiętacie Wigilię i miłosierdzie ludzkie...?

Gra wstępna naszych przodków trwała dwie sekundy (tyle w przybliżeniu trwa ogłuszenie maczugą). Teraz potrzeba tysiąca świec, kadzidełek, płatków róż, szampanów, truskawek, pobudzaczy, ochładzaczy, rozgrzewaczy, wydłużaczy, muzyki...
Skoro nawet takie starania nie uchronią frajerów przed czymś, co jest oczywiste dla szejków- monogamia staje się po jakimś czasie rutyną. I nici z miłości.

Zauroczać, fantazjować, uwodzić i oswajać jest zdecydowanie łatwiej niż... kochać.

Przyznaję, że wierzę w głupotę na 'M'- w odniesieniu matki do dziecka i vice versa.
Nie wierzę, natomiast, w głupotę na 'M', jako damsko- męski resentyment względem macierzyństwa, w odniesieniu do bajeczki o dwóch połówkach, zrzuconych z nieba w formie duszy...
Dajże spokój, to wymyślił pederasta nie znający męskiej teorii innego brodacza:


Na ponad sześć miliardów ludzi, wiedząc, że kobiet jest więcej... Zapewne moja druga połówka włada moim rodzimym językiem, mieszka nawet stosunkowo blisko... Wow!
Co, jeśli w tym momencie moja właściwa druga połówka oddaje się w jakimś haremie z naklejką na czole 'Nr 8346823748', albo właśnie zmienia płeć w jakiejś austriackiej klinice...?

Jesteś pewien/pewna co robi w tym momencie Twoja połówka...? ;>

Wyobraź sobie, jesteś spoko gościem, masz hajs, lubisz pomagać innym, poznajesz kogoś w kim rzekomo się zakochujesz, ona też i...
Przekonujesz się, że przeciwieństwa ni chuja nie przyciągają się, bo jesteś... nudny, więc pojawia się inny.

A co, do kurwy nędzy, z serwowanym od dzieciństwa przesłaniem Pięknej i Bestii i teorii o rycerzu z białym/ czarnym koniem?!


Swoją drogą kiepski ten film. Nie oglądaj go lepiej. Chyba, że koniecznie chcesz posłuchać piosenki z dirty dancing, albo pogapić się na kultową jak cholera diastemę Vanessy Paradis (po naszemu: spację między zębami).

Było wiele filmów, które wypada obejrzeć z kobietą, kiedy już zabraknie Ci pomysłów na wspólne spędzenie czasu:

- film nie tylko o lepieniu garnków i seansach spirytystycznych:


- film nie tylko o jeździe bez trzymanki na rowerze:


- film nie tylko o zapinaniu pasów:



Istnieją jeszcze lepsze, ale przy tych kobieta sobie trochę popłacze. Zrozumie co może czuć, kiedy Ciebie zabraknie. Jeśli nie zapłacze i nie wtuli się mocno (upewnij się, że nie ma przeciągu), to znaczy, że nie będzie jej Ciebie wcale brakowało... Wtedy wypal fajka, przetrzyj łzę i włącz jej jakiegoś pornosa z Ronem Jeremym.

Może zbyt często mylimy zauroczenie z zakochaniem...?

Duchy moich byłych (2009)


Wyobraź sobie gościa (Matthew Mc Conaughey), który mógłby być mentorem dla większości podrywaczy. W końcu sam lekcje brał od innego mentora jeżdżącego 'Maszyną Sexu'- bez pasów (Michael Douglas).
Gość żyje według zasady- 'miej wyjebane, a będzie ci dane'. Jest czarujący, pewny siebie- słowem skuteczny. Nie dla niego "walka na poduchy, masaż przez ubranie i spanie na łyżeczkę".
Z pensji uznanego fotografa zapewnia byt firmom durex, jaguar, oraz nikon.

Nie wierzy w miłość.

Nawali się szkocką, znajdzie się w opowieści wigilijnej, spotka trzy duchy i... spierdoli wesele swojego ukochanego brata.
Ze dwa razy spowoduje płacz u Jennifer Garner.

Ujęcie 'podrywacza' zderzy się dosadnie z określeniem 'męska dziwka' bliżej końca filmu.

Może to nie urzeknie samotnych krytyków filmowych, którzy z pewnością nakręciliby lepsze dzieło.
Jednak nie dla nich romantyczne wieczory z dziewczyną, czy w miarę udane odwzorowanie niektórych typowych postaw samic i samców w tym oswojonym zoo tuż po drugiej stronie okna.

Cytat, który pasuje do filmu:

"Małżeństwo jest dla mnie archaiczną i represyjną instytucją.
Lata temu powinno było się ją znieść.
A miłość jest pocieszeniem dla słabych i nieintelektualnych.
Daje uczucie ciepła i znaczenia, lecz gdy się skończy, jesteś słaby, uzależniony i gruby"

Chociaż... jest też inny...

"Ktoś mi powiedział, że władzę w związku ma ten któremu jest ona obojętna.
Miał rację.
Ale władza to nie szczęście.
Myślę, że możemy być dopiero wtedy szczęśliwsi,
gdy będziemy siebie nawzajem bardziej szanować a nie być sobie obojętnym."

Gdybyś, Koleżanko, była facetem, poradziłbym Ci zrobić wrażenie- to działa na jakieś pół roku.
Jako, że jesteś kobietą wierzącą w głupotę na 'M', poradzę Ci- cokolwiek nie zrobisz, bądź szczęśliwa, aniżeli władcza... ;]
  • awatar Gość: http://www.youtube.com/watch?v=346buRwtrOU http://www.youtube.com/watch?v=SQ4a0vW0Y1o&NR=1 ten blog dogorywa, krwawi i powoli umiera. albo go dobić albo go wskrzesić za wszelką cenę. jestem tłum, który go czyta i dzięki któremu zarabiasz milionowe części złotówki na reklamach do zobaczenia 5 września
  • awatar Gość: najpiękniejsze są te miłości, których nie ma
  • awatar Gość: "miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne? czy to poważne, czy pożyteczne? co świat ma z dwojga ludzi, którzy nie widzą świata?(...)" kojarzy mi się z Tobą(troszkę): http://www.youtube.com/watch?v=mwzT3WfhnfU ......
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Film legenda. Chyba żaden aktor w nim grający już nie żyje. Nie ma to znaczenia dla ducha kina.

Mamy ikonę kina. Jamesa Deana (uhonorowanym za tę rolę brytyjskim odpowiednikiem amerykańskiego Oscara), który w wieku 24 lat odgrywa 17-latka. Mamy czerwoną kurtkę okrywającą biały t-shirt- to już klasyka. Mamy temat, jaki podejmuje większość współczesnych produkcji rodem z Holywood (bunt młodych wobec opozycji starych). Target- małolaci. Albo, brzmiący mniej kłopotliwie- dorastający.
Zdaniem ówczesnych rozhisteryzowanych małolat słodki łobuziak, o urzekającym uśmiechu, spojrzeniu pożeracza serc, z fajkiem w ryju, James Dean to bożyszcze. Mógłby być Twoim dziadkiem... gdyby Twoja babka mieszkała w USA...

Uznany również przez krytyków, wypowiedział ostatnie słowa 30.09.1955r., tu na ziemi: 'Koleś się zatrzyma, przecież nas widzi' i roztrzaskawszy swoje porshe 550 spyder zginął, dając życie nieśmiertelnej, zdaje się legendzie.

Obejrzałem pod koniec liceum z ciekawości Deanem.
Nie żałuję.
 

 
Z dedykacją dla stałej czytelniczki, dla której będzie to nie lada zaskoczenie...


'Based on a true story' sugeruje nam, że przynajmniej 70% filmu miało pokrycie w rzeczywistości. A na pewno początek i koniec.
Trudno o bazowanie na 'tru story' w tej sytuacji, gdyby nie... pamiętnik.

Był taki serial "Przystanek Alaska", kiedy słyszałem intro, wiedziałem, że to 'dwójka', że na pewno jest po 22, że to już koniec dnia.
Trzeba było spać. Pomyśleć, iż do dzisiaj sądziłem, że główną rolę gra tam ten łoś...

To nie było to samo, co sentymentalne Miasteczko Twin Peaks.
Miasteczko Twin Peaks...
Ta muzyka, tajemniczość... No i po latach dowiedziałem się, że spółka Lynch & Badalamenti maczała tam palce...

Wykorzystałem motyw z Przystankiem Alaska (też na życzenie;P ) Do rzeczy.

Wolność to coś trochę jak wiara. Dążysz (doń), pragniesz (oddziaływania), oczekujesz (rychłego odnalezienia).
Każdy z nas tego potrzebuje... chociaż nie, nie każdy. Pracoholicy- nie. I uciemiężeni w cudzych wymysłach również- nie.

Wolni ludzie na plakatach jeżdżą Harleyem Davidsonem, popalają Marlboro, noszą jeansy wrangler/ levis, t-shirt jest zwykle czarny/ biały, pierdolą wszystko i fascynują niunie swoim wyjebaniem. Jest ich w 'juesej' masa. Wszyscy są na pewno wyjątkowi...

A my...? Co możemy zrobić dla swojej wolności.
Pojechać stopem. Oglądałeś/aś Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną...
Może zaplanować noc w jakimś wyjebanym lesie. Hmmmm... Blair Witch Project...?
K**... Nici w samotnych wojaży, chyba, że zapomnimy o drastycznych scenach.
Ale zaraz... bohaterowie tych filmów z rzadka bywali osamotnieni...

Toteż o tym samym mógł pomyśleć Chris McCandless wyruszając w samotny trip w stronę Alaski.
"Jebać horrory i sranie ze strachu- przygoda!"

Mógł zostać młodym yuppie po Harvardzie. Obmyślać wszystko, co do Polski trafi po dziesięcioleciach.
Trzepać hajs, klepać cizie, rozbijać ferrari...
On tego nie chciał. Wolał żyć, nie cytować paragrafy.
Nieprzypadkowa pozostaje jego sytuacja domowa, która wpłynęła na decyzję młodego globtrotera.

Wyruszył.

W żadnym poradniku skauta nie ma zapisku o paleniu pieniędzy, celem późniejszego zarabiania... Może to taka taktyka człowieka wyzwolonego...

Pojawiają się nazwiska- reżyser- Sean Penn, ten sam, który na początku lat 90' ostrzelał helikopter paparazzi ze swojej prywatnej beretty. Miał gość jaja. 4 lata wcześniej poznał Madonnę i wkrótce został jej mężem. W rok po nakręceniu Into The Wild odbierał Oscara za rolę w Obywatelu Milku.
Niesamowity facet. Niezapomniany przez... wiele zajebistych ról filmowych!

To on precyzyjnie, zdaniem niektórych 'nudnawo', 'monotonnie', 'androgynicznie' opowiedział historię niezwykle pokrzepiającą.
Nasz bohater, grany przez Emile Hirscha, nie przypomina 'wolnościowców' z plakatów.
To chłopak, który odbywa przygodę.
Scena z jabłkiem, gdzie chłopak odmawia mantrę do owocu, zdaniem niektórych jest urzekająca. Moim zdaniem nie. Ale...
Muzyka Eddiego Veddera bez jego wokalu byłaby też fajna. Lecz to jego głos urzeka. W końcu za to lubimy Pearl Jam. Ale...

No, właśnie, 'ale'. Warto go obejrzeć. Dlaczego...?

No, właśnie. 'Ale nie wiem dlaczego'.

Pokrzepia, na pewno. Wzrusza i rozczula. Nakłania do podziwu... ale czegoś mu brakuje...
  • awatar Gość: UVR9FB http://www.6shpFpANPwYnffbs9P5rsRN67oJWDZuQ.com
  • awatar NOtransparencia: Powiedziałabym, że brakuje mu zdecydowania. Jest scenka która ukazuje, że lubi przeżywać przygody, ale w momencie ich trwania. Przenika do odbiorcy ten upust emocji, na jakie pozwolił sobie reżyser, jednak wersja jaką zapamiętałam jest dla mnie ostateczną. Odnośnie bohatera, mam powód do zmartwień, że jagódki to nie nimmżujki, bądź też gumy rozpuszczalne. Warto obejrzeć, ale tylko raz. Za drugim nawet profesjonalny punkt widzenia Kosy, nie zmieni zdania o filmie. Fascinating Rhythm ...
  • awatar Gość: Nocą czyta się najprzyjemniej..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Można zaniedbać swojego blogaska, który wciąga jak wir w wodzie.
Można zapomnieć imienia kobiety życia, które przepada jak nóż w wodzie.
Można sobie odpoczywać zapominając, jaki mamy dzień tygodnia. Jak ryba w wodzie.
Można też nie myśleć o niczym, zapominając o wszystkim. Jak ropa w wodzie...

Jak do k*** nędzy można zapomnieć hasła do swojego jedynego blogaska, nie mając żadnych innych haseł do zapamiętania (oprócz 5 poczt, gg i pinu w tel. i do karty). Jak woda w wodzie...

Mimo, że są wakacje, więc okres nudny jak... cholera jasna, postanowiłem umieścić tu wpis do filmu, o którym jeszcze nie myślałem, ale wierzę, iż bliżej końca owego wpisu jakiś trailer się znajdzie.
Bo o kim można ludziom na wakacje polecać filmy?
O gejszy...? Potem połowa koleżanek nie wróci z urlopów.
O gejach...? Potem paru kumpli zacznie dziwnie patrzeć (nie mówiąc o Donie Domini ;P )
O pracy...? Nawet nie myśl...
O wakacjach...? Tak, k**, a w święta o Kevinie...
O zwierzakach...? Tego jeszcze nie było, ale znajdź fajny trailer do Lassy...

Jak widzisz, nie jest wcale łatwo wymyślać na bieżąco film, który pasuje do okoliczności.
Bo przecież mamy wakacje. Niektórzy odpoczywają. Inni zarabiają. Pozostali dupczą na miejscu.
Czego zatem brakuje wszystkim ludziom...?!

Odmiany.

Trainspotting (1996)


Trainspotting opowiada o ludziach, którzy lubili zapomnieć o wszystkim. Grono dobrych znajomków, którzy pozbawiali obcych zbędnych souvenirów (durne portfele z jakimiś durnymi banknotami), czy też elementów wyposażenia auta (niepotrzebne radio, zbędna szyba) celem nabycia środka aplikowanego dożylnie.
Gdyby ich potrzeba była przyciskiem REPEAT- prawdopodobnie trzymaliby go włączony przez caaaały czas czytania przez Ciebie tego wpisu. Później również.

Pojęcia nie mam czy Irvine Welsh również szprycował się, pisząc bestseller "Ślepe Tory", jedno jest pewne- jeśli tak, chwała mu za poświęcenie.
Pojęcia nie mam czy Iggy Pop nakręcając teledysk do piosenki Lust for life na pewno był trzeźwy/ czysty, choć faktem jest, iż przywykł do paradowania bez koszuli... jedno jest pewne- pieprzyć teledysk, nuta zasila grono moich debeściaków. Ale The Passenger lepszy...
Pojęcia też nie mam, o czym pomyślał Danny Boyle, kiedy musiał wyreżyserować Slumdoga- jego pomysły w Trainspotting są piorunujące. Pewnie też brał...
Rola życia Evana McGregora. Reszty raczej też.

Film opowiada o tym, o czym opowiada też Requiem Dla Snu (czy, jak woli większość 'rekfiemforadrim', jednak inaczej. Zupełnie.
Nikt tu nie traci kiciołów, nie ma sceny z obustronnym dildo, rodzice nie są pokazani jako ProsacZombie, innych problemów dotyka i inaczej egzemplifikuje.
Więcej tu sarkazmu. Onirycznej ciekawości małego człowieka. No i zakończenie.
Wiem, że tamten film to Aronowsky, że ta brunetka miała fajne... te oczy. Serio oczy.
Że bardziej odpycha. Lepiej sugeruje dzieciakom: "odstawcie ten wyniszczający shit- wybierzcie glutaminian sodu z chipsów!"
Fakt, po Trainspottingu, idziesz po fajka, a jeśli go nie znajdziesz, wyglądasz przez okno w stronę parkingu...
Ale kto z nas k** ćpa?!
Ty...?!
Przecież każdy wie, że to złeeeeeeeee... I tylko przegrani biorą... Hmmm... The Slash to prawdziwy frajer... ;]

Mogłem po prostu wklepać parę dobrych cytatów:

"Wybrać życie. Wybrać pracę. Wybrać karierę. Wybrać rodzinę. Wybrać zajebisty wielki telewizor... pralkę, samochód, kompakt i elektryczny otwieracz do puszek. Wybrać zdrowie, niski cholesterol, opiekę dentystyczną. Wybrać stały kredyt hipoteczny. Wybrać kawalerkę. Wybrać przyjaciół. Wybrać dres i pasującą torbę. Wybrać trzy częściowy garnitur. Wybierz majsterkowanie i zastanawiaj się w sobotni ranek kim ty do cholery jesteś. Wybierz siedzenie na kanapie przed telewizorem i oglądanie głupich programów, wpychanie pierdolonego tłustego żarcia do gęby (...) Ale dlaczego miałbym chcieć to robić? Nie wybieram aby wybrać życie, wybieram coś innego. A powody? Nie ma powodów. Komu potrzebne powody kiedy mamy heroinę."

A Ty co wybierzesz...?
 

 
Jest tak:

Rodzisz się.
Niewiele pamiętasz. Pławasz w gównie, ale kochają Cię najmocniej, bo jesteś najbardziej uroczy/a.
Żaden nażelowany Travolta nie przebije srającego w pampersa dzieciaka.
Potem dorastasz.
Każą Ci iść do przedszkola, żeby poznać Ją... Tuż przed pierwszą klasą zaczynasz rozumieć, że siusiak i bociany... to ściema! Tylko nie rozumiesz niby w jakim celu...
W podstawówce dowiadujesz się, że mikołaja też chuj strzelił, bo to przebrany dozorca...
W gimnazjum dowiadujesz się, iż jesteś zerem, bo nie jarasz, więc te fajniejsze koleżanki wolą oprowadzać się ze starszymi złodziejami radyjek samochodowych... Pierwsza zdrada.
W liceum uświadamiasz sobie, że Axel Rose nie musiał wkuwać algebry, a zarabia więcej od wszystkich nauczycieli razem w szkole wziętych... Przypominasz sobie śpiewkę o bocianach.
Na studiach uświadamiasz sobie, że wywrotowy kierunek dla szpanu przy piwie może być faktycznie bez przyszłości.
Na dziekance myślisz, że masz czas na wszystko.
Po powrocie już wiesz, iż czasu nie masz na nic, więc rzucisz te cholerne studia, żeby zostać nikim. W końcu Axel Rose umiał śpiewać...
Potem weźmiesz drugie studia i oglądając Wiecznego Studenta nie zaśmiejesz się ani razu, mając świadomość, iż Twoi rówieśnicy zaczynają pracować dla dużych korporacji...
Następnie uświadamiasz sobie, że cokolwiek pomiędzy tymi tabliczkami z etapami życia by nie było, Ty i tak cofasz się w rozwoju.
Pilot, kanapa, paczka fajek, rurka w tchawicy, kaczka przy łóżku- wszystko sprowadza się do pierwotności...

Kevin Smiths opisał życie swoich rówieśników- kolegów w filmie, który wyniósł go na szczyty za niepełne 30k$, a kolejne pokolenia brały co lepsze do życia- najczęściej podczas popijania z kumplami, bo gdzież u Wajdy szukać zajebistych scen typu:


Czasy się zmieniają, ale prawda o życiu na różnych szczeblach kariery pozostaje ta sama.
Film ten może nie wniesie Ci niczego ciekawego do życia, poza kilkoma mądrościami.
Być może, w ogóle nie jest Ci potrzebny, do swobodnego bytowania na tym ziemskim padole.
Jednak, jeśli jeszcze zamierzasz coś planować w swoim życiu, warto powrócić do źródeł.

Co, by błędy szybciej ode mnie weryfikować.

To jeden z najlepszych filmów o życiu.
 

 


David Fincher swoimi komercyjnymi dokonaniami obdarowałby niejednego polskiego reżysera- Obcy 3, Siedem, Gra, Azyl,...
Człowiek, który potrafi opowiadać- Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona vs. Fight Club/ Siedem, świadczą, iż gość potrafi inspirować zarówno bojówkarzy czy morderców, ale też wzruszać dziewczyny, kobiety, jak również i ich matki.

Jednak to nie on wymyślił Fight Club (zmienił jedynie zakończenie). Zrobił to trzy lata wcześniej przeklinający jak szewc pisarz- niejaki Chuck Palahniuk (na pewno znacie).
Do niego zatem wąty o przekaz, brutalność i zmasakrowanie twarzy blondyna.

Tyler Durden to boski Pitt- na nim skupiają uwagę wszyscy. Taki ukryty smok. Ten drugi (Edward Norton) z pitami ma wiele wspólnego- pewnie wie jak je wypełniać. Choć to główny bohater, nawet nie czujesz, że żyje. Szczurek. Poza tym te strefy czasowe troszkę chłopa męczą...

Norton. Pitt. Nawalanka. Polewka z modeli Calvina Kleina. Nawalanka. Łomotanie kobity. Nawalanka. Koledzy... Nawalanka. No i znowu Pitt. Norton. Pitt. A potem już tylko koledzy i koledzy. No i znowu Norton.

Pierwsza zasada Kosobloga: Spoilery zostają na parkingu...
Druga zasada Kosobloga: Spoilery zostają na parkingu...
Trzecia...

Spróbuj przekonać Tylera Durdena o racjach św. Augustyna na temat dobra...

Czy trzymając mydło choć raz pomyślałeś/aś o liposukcji...?

Oglądając po raz pierwszy na ekranie wielkości dwóch pcheł w telefonie samsung jakieś trzy lata temu, pomyślałem, że to kiepski film.

Dajże spokój, zwykły film o ludziach, których nie kochała mamusia, albo zbyt mocno 'ukochał' tatuś, zrealizowany przez kogoś, kto wtłoczy lewatywą cukierka w dupę każdemu twardzielowi, który mu jeszcze za to podziękuje, zapłaci i zareklamuje wśród znajomków. Hollywood...
A po wyjściu z kina, najsilniejsi posprzątają piwnice/ garaże, średni sprawdzą nową ofertę ikei, a najsłabsi psychicznie rzucą się zbiorowo pod samochód...

W dodatku dlaczego jest przewodni w rankingach popularności wśród moich znajomych- bo rzekomo o prawdziwej wolności...?

'Wolności', która polega na panicznej ucieczce przed światem, z napisem: 'pierdolę system' na t-shircie z metką 'made in china'...?

Postać Tylera, który chcąc być wolnym 'o włos od śmierci' zapina pasy w rozpędzonym Lincolnie 'rzeczywiście' mnie przekonuje. Gość jest konsekwentny.

Skoro 'wolność', to szczanie kelnerów do zupy w restauracji, mogli pomyśleć przy śniadaniu nad jogurcikiem o facecie z mleczarni, który również mógł chcieć poczuć się 'wyzwolonym'.

Zapytaj krojącego Cię na ulicy dresiarza o ulubiony film- jeśli nie wymieni Green Street Hooligans, zapewne myśli o Fight Club.

***

No i po trzech latach postanowiłem obejrzeć ten film w normalnych warunkach na miarę polskiego domowego kina- playtube.

Kiedy film mi się zawiesił mniej więcej w siedemdziesiątej minucie wymagając haraczu na videobb, mogłem podjąć decyzję: "obejrzę na rozluźnienie Simpsonów i pierdolę to gówno".
Tak jednak nie poczyniłem. Uruchomiłem ten z megavideo i dokończyłem z wypiekami oglądanie.

Zbeształem swoje szczeniackie poglądy na temat tego filmu.

Mistrzostwo.

Zajebisty film!

Inspiruje jeszcze lepiej, niż Urodzeni Mordercy i Siedem.

Zaraz, gdzie zostawiłem benzynę i mrożony sok pomarańczowy...?!

I taka porada od narratora:
Tyler Durden(Pitt) w barze przy piwku mówi do Nortona kluczowe, bo otwierające wszelkie dyskusje o filmie przesłanie, które, o dziwo, odbiło się od lustra:

"Stajesz się własnością tego, co posiadasz..."

Taka trochę Mechaniczna Pomarańcza końca lat '90 (jak słusznie odkryli w Wenecji).

A reżyser zwalczający wielkie korporacje w Fight Club, jedenaście lat później postanowił, że dorobi trochę i dzięki historii o facebookowemu jodze zrealizował The Social Network...

Wodza nam trza...
  • awatar Lady Forward: jeden z moich ulubionych filmów ;]
  • awatar Gość: Właśnie przypomniałeś mi o tym filmie i też oglądam (po raz kolejny) z wypiekami na twarzy. I myślę, że pokusiłabym się o to aby przekonać Tylera do racji św. Augustyna... Lubie wyzwania ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Nie nazwiesz go psem jeżdżącym suką.
Przy nim napisy JP zdają się płowieć.

Ktoś, gdzieś napisał: "ja bym brał, ale szacun dla gościa". Nie o narkotyki tu chodzi. Bardziej o kasę nimi upapraną na biało.

Frank Serpico jako jedyny robił w wydziale robotę do jakiej go wyszkolono. Był funkcjonariuszem NYPD.
Jako, że nie przyjmował kopert i łapał przestępców- w wykonywaniu obowiązków pozostawał osamotniony.

Oglądając serial Miami Vice (1984-1989), chcesz zostać gliną- z fajną pukawką, szpanerską furą, zaufanym kumplem obok (najlepiej na fotelu pasażera). Tworzylibyście zgrany duet, stanowiący postrach złych, którzy przecież nie zdołają uciec- i tak dostaną wpierdol. Roznegliżowane i gorące kobiety będą serwowały siebie w jacuzzi...

Oglądając film Miami Vice (2006) nadal chcesz zostać policjantem. Co prawda jesteś bardziej świadom konieczności używania kamizelki kuloodpornej, ale i tak jest cool- niezła fura, panienki, ziomuś (też na fotelu pasażera).

Oglądając film Serpico zaczynasz rozumieć skąd ci z Miami Vice mieli tyle kasy...

Co więcej o filmie?
Że wyreżyserował to twórca "12 gniewnych ludzi"...?
Że muzykę skomponował twórca muzyki "Greka Zorby"...?
Że to film, który w wielu zestawieniach na film wszechczasów znajduje się w pierwszej 50-tce...?
Że to zajebista rola z początków kariery Ala Pacino...?
Że kanwę pod scenariusz napisało samo życie, raptem dwa lata przed nakręceniem filmu...?

To najbardziej sugestywny film o policji, jaki w życiu oglądałem- bez wyczesanych kaskaderskich scen, z prozą życia w głównym planie.
 

 


Człowiek odbierający Oscara podzielił świat. Jego film określono mianem kontrowersyjnego.
Tylko dlatego, że w rozróżnieniu gatunkowym pojawiają się antagonizmy: wojenny- komedia; w końcu ktoś dopatrzy: 'dramat'. I przy tym powinien pozostać.

Film opowiada o tym, co Ci umyka każdego dnia, w każdej chwili.
Reżyser, "najzabawniejszy facio we Włoszech", grający główną rolę (czy aby na pewno 'grał'?) przez blisko dwie godziny stara się przekonać takiego Ciebie do słuszności stwierdzenia zawartego w tytule filmu.

Dlatego wyda Ci się z początku mdłe, nijakie, baśniowe, że aż się rzygać zachce.

Jeśli jesteś kobietą pomyślisz: "kurwa, czego głównej roli nie gra Ben Affleck, albo inne niełysiejące ciacho".
Jeśli jesteś facetem pomyślisz: "kurwa, chrząknę sobie i pomyślę o balonach Pam, żeby nie było widać, że się rozklejam".
Jeśli jesteś facetem- fanem Cannibal Holocaust pomyślisz: "kurwa, ale nuda, niech kogoś w końcu zagazują"
Jeśli jesteś facetem- ojcem pomyślisz: "kurwa, żeby mnie tylko nie wzięli do obozu z dzieckiem"
Jeśli jesteś dzieckiem pomyślisz: "też chcę czołg..."

Jeśli spodziewasz się historycznej relacji dziejów wojny, obejrzyj lepiej Wołoszańskiego.


Nie o to w tym filmie chodzi.
Benigni nie jest nudziarzem, który mógłby odebrać Oscara jak 'zwykły' Spielberg.
Dlatego też z dystansem podejdź do fabuły filmu, aby wystarczyło sił na zrozumienie przesłania.

Życie jest piękne.
  • awatar Gość: Pierwsza myśl: "Mieć takiego Ojca, to mieć szczęście"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Istnieją produkcje po których odechciewa nam się:

- odwiedzania USA (Fahrenheit 9/11, Sicko)
- pożyczek od byłych sąsiadów (Dług)
- zostania gwiazdą (Bodyguard)
- picia za kółkiem (Koszmar minionego lata)
- pomocy nowym znajomym (Bonnie & Clyde)
- zawierania związków małżeńskich (Niemoralna propozycja, Listonosz zawsze dzwoni dwa razy)
- zostania cwaniakiem (Chłopaki nie płaczą)
- zostania porwanym (Piła)
- wyrzucania biletu do kina po seansie (Symetria)
- zostania Jimem Morrisem (The Doors)
- zapalania papierosa zaraz po wejściu do pomieszczenia (Trójkąt bermudzki)
- zostania Stephenem Rea w filmie Gra pozorów (Gra pozorów)

...Po tej odechce wam się przez chwilę pić...

Zostawić Las Vegas, przywołuje komentarze magików rozkminiania- np.: "przewidywalny!" - kurwa mać, widać, gatunek: melodramat, oraz koniec opisu dystrybutora: "[...]gdzie bary otwarte są 24 godziny na dobę.", a także jego początek (opisu):"[...]który nie potrafi opanować skłonności do alkoholu..." to wskazówki, które mimo wszystko nie zwiodą spryciarzy z tropu...

Jeśli będziesz jutro miał/a mega kaca, pociesz się faktem, iż Ben Sanderson z pewnością miał większego.
Postać, którą gra chwiejnym krokiem obrzygany, acz oscarowy Nicolas Cage, ma wszystko, co posiadać winien alkoholik: utracony prestiż, pozew rozwodowy w drodze/ zbite zdjęcie rodziny, krzywo patrzących kolegów, brak alka-seltzera przy łóżku, zakochaną prostytutkę, luksusowe auto, które trzeba sprzedać (aby starczyło na poprzednią...)
Czego może chcieć człowiek upadły, wykreślony z listy ludzi przydatnych społecznie, skutkiem lubości C2H5OH...?

No właśnie!
  • awatar Gość: kosa RLZ xD
  • awatar Gość: Tak, miałeś rację. :)
  • awatar so far away: jak to czego? WHISKYYYY!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Kujony stwierdzą, że klimatyczny David Lynch pojął w końcu na czym polega robienie filmów.
Bo te wcześniejsze są niejednoznaczne, obrzydliwe, trudne do opowiedzenia i interpretowania według podręcznikowego klucza.
Ktoś, kto, podczas malowania abstrakcyjnego obrazu w szkole plastycznej stwierdził, że pora to wreszcie poruszyć, nie może robić filmów dla kujonów i wykładowców komunikacji mających problem z komunikowaniem...

Jeśli spodziewacie się wartkiej akcji, powróćcie do Batmana. Kierując się nazwiskiem reżysera, który był mentorem dla zajebistych t-shirtów z Eraserheada (ich posiadacze z rzadka oglądali film, kierując się fajnością przekazu oralnego współtowarzyszy broni w okopach życia), czy człowieka, który pogodził Davida Bowie, Rammsteina, Angelo Badalamentiego na jednym soundtracku w Zaginionej Autostradzie- nie możemy oczekiwać niczego innego poza tym:



Tymczasem ten zajebiście wyluzowany reżyser podjął się wyreżyserowania nudnego filmu o dziadku popylającym na kosiarce...

Straight Story nie byłoby tym samym filmem bez dobrego zioma Davida, będącego kompozytorem- Angelo Badalamentiego i polotu aktorów (nostalgia Sissy Spacek wpatrującej się w podwórko, poczciwość Richarda Farnswortha, wielozadaniowość traktorka do koszenia trawników marki John Deer- albo przemalowanego w takowe barwy).

Pomyśleć, że ten poczciwy dziadzio- Richard Farnsworth, będący za młodu uznanym kaskaderem, już na planie filmu uskarżał się na ból spowodowany zdiagnozowanym nowotworem kości, w efekcie czego, rok później postanowił spotkać Hemmingwaya...

Jako Alvin Straight zapadł mi w pamięci sceną z laską na gigancie, podczas ogniska, wypowiadając magiczne dla filmu zdanie:

"Gdy moje dzieci były małe, mieliśmy pewną zabawę. Dawałem każdemu patyk. Jeden dla każdego. I mówiłem: Złamcie je. Oni to robili, to było łatwe. Wtedy, mówiłem: Złączcie patyki razem i spróbujcie złamać. Nie potrafili. Wtedy, mówiłem: To jest właśnie rodzina."

Albo jeszcze bardziej:

- Co jest najgorsze w byciu starym?
- To, że pamietasz, jak byłeś młody.

Może to i nudny film o filozofującym dziadku popylającym na kosiarce, ale prawdą jest, że każdego z nas to czeka- ilu będzie gotowych, by tak nudnie popylać przed siebie...?

Dlatego też niewielu ten film zrozumie.

Zresztą... można zrozumieć Lyncha?

BTW- Panno M, Twój był słomkowy...
BTW2- Miałem do cholery usunąć tego kosobloga...
  • awatar luxperpetua: kiedyś o to pytałeś- to mój ulubiony wpis...trochę mało tu miejsca, żeby to uzasadnić
  • awatar so far away: a po cholerę będziesz usuwał? po zaliczeniu semestru... możemy ...trochę z w u l g a r n i ć profile :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Mógłbym napisać- Wietnam w wątkach z autobiografii Oliver'a Stone'a, cztery oscary, 25- letni film, który jest w absolutnej czołówce w wielu kategoriach, choć wytwórnie zainteresowały się nim, dopiero po 10 latach biegania ze scenariuszem. Wystarczyło by.
Dodam jednak, że Polacy na premierę filmu czekać musieli 4 lata...

Podpalający wioski Tom Berenger, to ten zły; jarający blanty Willem Dafoe to ten dobry. Pomiędzy nich wszedł neutralny Charlie Sheen (syn Martina Sheena- dobrego aktora- głównego bohatera z 'Czasu Apokalipsy' Coppoli...) to alter ego Oliver'a Stone'a. Pomyśleć, że młody Kenau Reeves odrzucił tę rolę...
Oczywiście, jak to u amerykanów- żołnierze palą Marlboro, szlugi odpalają Zippo, popijają Jack'iem Daniel'sem i myślą o pięknych amerykankach z onanizatorskich plakatów.
Jednak w tym filmie to przede wszystkim ludzie, nie patosowe pomniki za życia, a więc los ich nigdy nie jest pewny. Jak na wojnie. Mają też swoje słabości. W końcu są ludźmi.

Świetny manifest przeciw wojnie, który zaszokuje ogromem cierpienia, wzruszy kompozycją Adagio for Strings, uwiedzie metaforą, pokaże w epizodzie młodego Johnny'ego Depp'a, ale świata nie zbawi, wojen nie zakończy, z czego, chyba, zdaje sobie doskonale sprawę.

Wojna na serio.
  • awatar so far away: ... 'palą Marlboro, szlugi odpalają Zippo, popijają Jack'iem Daniel'sem' - tiaaaaa ;> [a potem śmierdzi benzyną] zdaliśmy w końcu TI???
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Jeśli samochody hiszpańskie to Seat. Jeśli kino hiszpańskie to Almodovar.
Samochody w koncernie Volkswagena są równie hiszpańskie jak mój angielski akcent w dziedzinie poprawności. Jednak to wciąż Seat... akcent pozostaje nadal do dupy.
Co do kina waham się, ponieważ Alejandro Gonzalez Inarritu jest świetnym reżyserem z krótkim jeszcze stażem. Może zdoła przebić Wielkiego Pedro...?

Jeśli idzie o Amores Perros... to taki trochę hiszpański 'Przypadek' Kieślowskiego, tylko trochę inaczej opowiedziany. Nie gorzej, na pewno.
Trójdzielna fabuła, slumsy zmieszane z krwią, wielkie bum na ekranie (bynajmniej seat- nissan i amerykański klasyk), piękno i pot meksykańskiej aury. W tle latające emocje. Od miłości, przez następstwa owego 'wielkiego bum', po nienawiść.
I koniecznie psy odgryzające sobie jaja, oraz faceci z jajami, którzy nie lubią zarabiać 5zł/h na słuchawce... będzie się działo.

Gustavo Santaolalla zakończy to Atacamą, która będzie wracała w zakończeniu '21 gramów' i 'Babelu', a Inarritu nie stworzy już niczego równie dobrego. Może się mylę. Na pewno się mylę. Się okaże.
 

 


Film o chopperach, buncie, zajaraniu, a przede wszystkim o wolności, której czasem sami się pozbawiamy.
Dennis Hooper (to ten z wąsami na motocyklu) wyreżyserował Easy Ridera i jeździł z Fondą, Steppenwolf nagrali piosenkę wszechczasów, młody Nicholson został dostrzeżony w świecie filmu, a widz zastanawia się, czy czasy współczesne nie są nudnawe, bo przeciw czemu się buntować...?
Born to be wild...?
  • awatar so far away: taaaak? się nie śmiej z mojego nick'u ;> ... Kosa, bo zacznę używać Twojego zdrobnienia ;> ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Jeśli wolisz 'wężowe oczy' Cage'a, obejrzyj nowszą wersję, jeśli nie przeszkadza Ci kutas Harveya Keitela w jednej ze scen, obejrzyj ten ociekający beznadzieją egzystu film Abela Ferrary o zdegenerowanym poruczniku policji i jego sposobach na nudę.
Raczej dla wielbicieli Keitela.
A kto go nie lubi...?
 

 


Mistrz od westernów, grający w tym filmie skromnego biletera z epoki lat 20' nim stworzył dzieło kolidujące z Ojcem Chrzestnym, musiał zasadniczo przebudować ramy filmu- odwrócił chronologię i odtąd film zgarniał wszystko, co najlepsze, prócz Złotych Malin.
Co lepsze? Dla większości Ojciec Chrzestny, bo Brando, bo Pacino, bo makrela w gazecie zamiast gwałtu na pracownicy banku... Jednak dla mnie bliższym od zawsze było Once Upon A Time In America, może przez przejmującą muzykę Ennio Morricone... Świetność roli Roberta De Niro, jak zwykle konfrontowaną z silną osobowością po drugiej stronie- w tym przypadku charyzma i spojrzenie Jamesa Woodsa? Albo uroczą blondynkę, z którą to Woods się oprowadzał w filmie. Może trochę przez brunetkę, z którą nie zdążył oprowadzać się De Niro...? Kobiety.
A film jest o kumplach...
 

 


Współczesne media w krzywym zwierciadle czy instrukcja obsługi dzikiej natury...?

Quentin Tarantino sprzedał swój pierwszy scenariusz, Oliver Stone to wyreżyserował, Woody Harrelson podłożył pod wszystko swoją łysą twarz, Juliette Lewis dodała tyłek.
Para korzysta z życia i hasa po barach wzdłuż autostrady 666 zabijając w imię natury współbliźnich. Opinię publiczną to trochę wkurza, ale i... podnieca.
Jeden z tych filmów, po których coś chce się robić.
Ja, po Top Gun chciałem zostać Tomem Cruisem, znajomy po Ćmie Barowej został alkoholikiem, niektórzy po obejrzeniu Super Size Me, zaczęli omijać Mc Donaldsa, a co inspiruje w Natural Born Killers...?
Dlatego też to film trochę niebezpieczny.
 

 


Starszy braciszek twórcy Top Gun- Ridley Scott, angażując Vangelisa, kasowego Harrisona Forda i świecące uchwyty parasoli, nie zdawał sobie nawet sprawy, iż ten filozoficzny dekret zostanie doceniony dopiero po latach...
O ile gardzę science fiction, o tyle, polecony przez znajomego alkoholika Blade Runner przypadł mi do gustu, że aż strach.
Pojęcia nie mam czy to soundtrack Vangelisa, kobiecy urok Sean Young, głos Harrisona Forda, włosy Rutgera Hauera, figura Daryl Hannah czy cyber-punkowa przestrzeń...
 

 


Najpierw było idiotyczne Frog Baseball, później MTV i teledyski, w końcu pełen metraż- B&B Do America.
Jak dla mnie bomba! W sam raz na kaca. Dobre właściwie wszędzie.
Co gorsza, w odróżnieniu od Frog Baseball ma sens, więc automatycznie zniechęca...
 

 


Niejednoznaczność.
To druga obok 'mistrzostwo' cecha filmów Kieślowskiego.

Kiedy "Bez końca" wchodziło do kin, sale świeciły pustkami- target w tym czasie wybierał "Seksmisję" Machulskiego, jakiś ówczesny krytyk skwitował, iż nadchodzą czasy upadku kina...
Ciekawe, czy owy krytyk współcześnie, w ogóle chadza do kina...
Aż w gardle mnie ściska, gdy słyszę wiersz Brylla deklamowany przez zajebistego Radziwiłowicza:

I nie wiem nawet, jak się to zrobiło,
że się zmieniłem z wilczka w psa wyliniałego
Może smagłości wiatru w mym pysku nie było,
nie zezowałem patrząc żółtym okiem w niebo,
Może to odblask strachu,
a nie bujny płomień hulał po grzbiecie
Może tej obroży nikt mi nie musiał włożyć,
nikt nie przyszedł po mnie,
a ja sam podreptałem,
służąc psio i skromnie.
Panie, Ty, co miłujesz nawet pełzające
i umiesz wskrzesić dumę w bladej krwi robaczej
Pomóż otworzyć gardło niemo wołające
Zapewnij mnie, że żyję wolny,
chociaż płaczę.

... albo kiedy padają magiczne dla tamtych czasów słowa:
- wiesz co to jest dać szansę?
- wiem... ZAPRZEĆ SIĘ...

... albo cała Szapołowska

... albo końcówka filmu...

Nie przebił z pewnością flagowego "Przypadku", ale zapada w pamięć.
Jest wstrząsający, ale to chyba nie to. Nie nadaje się na wieczór w dziewczyną. Bardziej na samotne zapijanie...
 

 


Ian Curtis...
Miał ambicje, epilepsje i cały świat u stóp. Kasę, prestiż, żonę, dziecko, kochankę, miliony fanów, świadomość bycia artystą, zespół, koncerty...
Miał problem, obejrzał Stroszka, Herzoga, dosłuchał Iggy Popa i stwierdził, że to koniec.
Miał 24 lata, był raptem o rok starszy ode mnie- mógł osiągnąć więcej...

Film w doskonałym klimacie opowiada bardziej o nim, aniżeli Joy Division. To zapis życia człowieka pełnego buntu do świata, który zaczyna przerastać. Albo o wrażliwym człowieku w tym świecie. Sfilmowany przez innego artystę- twórcę teledysków Depeche Mode i Nirvany.

Polecać...?